niedziela, 29 lipca 2012

Chapter seven part one - Cuisine secret


~~***~~
Witajcie ! Uroczyście ogłaszam iż blogspot rozwiązał problem z dodawaniem rozdziałów na tym blogu. Chciałabym Was wszystkich ogromnie przeprosić za to , że musieliście tyle czekać. Za to , że obiecywałam a mimo to rozdział i tak się nie pojawiał. Nie będę ukrywała , że miałam spory zastój jeśli chodzi o wenę , nie umiałam się przełamać by przysiąść do tego porządnie , czego oczywiście żałuję i jest mi wstyd za to , że tak po prostu zaniedbałam Was moich czytelników o to , że chciałam się poddać . Właśnie Wy sprawiliście , że tu wracam za każdym razem. Cudownie jest móc pisać dla Was , ponieważ jesteście wspaniałymi czytelnikami. Chciałabym podziękować Wam za odwiedzanie tego bloga ponieważ jest ponad 6,000 wejść co jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem i szczęściem , za wszystkie komentarze które pozostawiacie pod postami są na prawdę wspaniałe , każde z nich te krótkie i te bardzo długie. Dziękuję wszystkim obserwatorom za obserwowanie mojego bloga i bycia z tą historią na bieżąco. Nie znam słów by opisać to jak się czuję w tym momencie. Pisząc to rozpiera mnie duma , że tylu wspaniałych ludzi czyta tą przeciętną historię. Chciałabym także podziękować Wszystkim , którzy namiętnie wypisywali do mnie z prośbami oraz  groźbami , ponieważ podbudowało mnie to . Oraz chcę bardzo mocno podziękować mojej @LittleLexiex3 , która zawsze ale to zawsze podnosi mnie gdy przytłacza mnie brak weny. Oraz także ogromne podziękowania dla ludzi , którzy pisali do mnie z pytaniami czy myślałam kiedykolwiek o napisaniu czegoś większego , czegoś na kształt książki. Przyznaję się , że to było kiedyś moim marzeniem lecz uwierzcie mi Kochani , że nie jestem na tyle dobra by móc porwać się na taką skalę jednakże dziękuję za to gdyż pozwoliło mi to podnieść swoją zaniżoną samoocenę . Wszyscy tutaj są wspaniali , i to właśnie dzięki Wam tworzę , dzięki Wam tutaj jestem . A teraz zapraszam do przeczytania pierwszej części tego rozdziału :) Mam nadzieję , że przypadnie Wam do gustu oraz , że czas spędzony tutaj nie będzie zmarnowany. Do napisania @ LittleLegoBirdx

~~***~~
Liam
Beep-Beep-Beeep-Beeeeeep  Przeciągający się i straszliwy dźwięk budzika roznosił się morderczym echem w mojej głowie. Niechętnie obróciłem się w stronę dźwięku i uciszyłem blaszaną zmorę. Przewróciłem swoje obolałe ciało na plecy i zawiesiłem swój wzrok na białym suficie, który był najlepszym i najwierniejszym słuchaczem moich cichych myśli. Myśli , które obracały się ciągle wokół niego. Od momentu , w  którym mi wybaczył czuję się jakbym sięgnął gwiazd , a mój mózg nie potrafił przetworzyć innej myśli jak związanej z nim . Westchnąłem i podniosłem się do pozycji pionowej sprawiając tym ruchem jednocześnie , że mój telefon zderzył się z błyszczącą posadzką i rozpadł na części. Kolejne westchnięcie tego ranka doszło już do kolekcji. Wsunąłem stopy w ciepłe papcie , które dostałem od mojej przyjaciółki w Londynie na siedemnaste urodziny i pozbierałem walające się części mojego telefonu. Gdy już był cały i sprawny włączyłem go i odczytałem sms’owy spam od Niall’a , którym starał się mnie dobudzić.

6:00..
Dasz wiarę , że pies Martenzów znów wszedł do mojego domu ?! To się staje już irytujące ! Raz jeszcze i dzwonię po hycla…

6:10..
Liam…co będzie lepsze na śniadanie ? Tosty czy jajecznica ? Nie mogę się zdecydować..

6:20
Brr.. Boże jaki ziąb na zewnątrz ! Koniecznie weź szalik , zima daje o sobie powoli znaki już.

6:30
Weź jakieś witaminy na wszelki wypadek , można łatwo się zaziębić .

Zaśmiałem się pod nosem i w dosyć szczególny sposób pokręciłem głową . Ten chłopak jest przeuroczy. Każdego ranka jak tylko otworzy swoje błękitne ślepka wysyła do mnie sms’a. Odłożyłem telefon na stolik i ruszyłem do łazienki by nieco się odświeżyć po przespanej nocy.  Odkręciłem kurek z ciepłą wodą i wyskoczyłem z swojej piżamy wprost pod gorący strumień wody. Ciepłe krople koiły mój obolały kręgosłup a spokojny szum wody koił moje wzburzone myśli . Aromatyczny zapach wanilii unosił się wraz z parą w powietrze sprawiając , że całe  pomieszczenie spowiło się waniliową mgiełką .Mógłbym tak trwać w błogostanie do końca swych dni lecz nawoływanie mojej matki było nieco nieznośne o tak wczesnej godzinie. Z nieskrywaną niechęcią wyszedłem z pod prysznica  i osuszyłem swoje ciało puchowym ręcznikiem po czym narzuciłem na siebie świeże ciuchy. Wróciłem do pokoju by spakować książki na dzisiejsze wykłady. Gdy moja torba spoczywała już na moim ramieniu rzuciłem jeszcze przelotne spojrzenie w lustro wykonując jednocześnie ostateczne poprawki po czym gotowy opuściłem pomieszczenie. Powolnymi krokami schodziłem po schodach starając się rozbudzić na tyle mocno by móc mieć trwały kontakt z rzeczywistością .  Gdy tylko pokonałem ostatni schodek do moich nozdrzy dotarł zapach świeżo parzonej kawy oraz naleśników z syropem klonowym delikatnie podgrzanym z cytryną . Starając się nie naruszyć ciszy panującej w domu jak kot przemknąłem przez kuchnię i zasiadłem przy stole by mieć lepsze pole widzenia . Moja matka przeskakiwała z nogi na nogę w dziwnym rytmie uśmiechając się przy tym wesoło. Tak widok jak ten dzisiaj jest miodem na serce . Ciągle zapracowana , goniąca za marzeniami nie ma chwili dla siebie by przystanąć i móc podziwiać to wszystko w spowolnionym tempie. Jej idealnie zawsze upięte włosy dziś opadały leniwie na ramiona , a porcelanowa cera nieskalana była makijażem, idealną sylwetkę jak na jej wiek przykrywała zwiewna koszula nocna a nie biznesowy strój. Jej wygląd tak bardzo odbiegał od normy , że miało się wrażenie że zaraz rozpryśnie się w powietrzu jak bańka mydlana. Z moim ust wyrwało się rozleniwione westchnienie na co moja matka drgnęła i obróciła się w moją stronę z gniewnym spojrzeniem by za chwilę uśmiechnąć się wesoło.

-Skradasz się jak kot Liam.
- Mrrr… w takim razie kotek prosi o śniadanie bo te zapachy to istna tortura dla mojego wygłodniałego  żołądka
-Aye Aye Kapitanie
-Masz dziś jakiś lepszy humor , proszę o szczegóły
-Mam kilka dni wolnego , chcę się nimi nacieszyć.
-Hmm… no niech ci będzie.

Próbowałbym wyciągnąć od niej więcej szczegółów gdyby nie to przenikliwe spojrzenie. Jej czarne jak węgiel oczy świdrowały mnie od góry na dół. Mozolnym gestem podała mi talerz z naleśnikami oraz filiżankę małej czarnej z cukrem po czym odwróciła się i zaczęła mieszać coś w rondlu.  Jej tajemniczy nastrój był lekko irytujący , ale w końcu to jej życie i nie mnie się wtrącać. Zabrałem się za konsumpcję swojego posiłku ponieważ gdyby był tu blond żarłok stwierdziłby , że to marnotrawstwo. Uśmiechnąłem się między kolejnymi kawałkami puszystych naleśników co nie uszło uwadze jedynej kobiecie w moim życiu.

- A jak z Niallem , nic ostatnio nie opowiadasz synu.
-Nie ma co opowiadać mamo.
-No nie daj się prosić, chcę poznać wszystkieee szczegóły !
-Ech..

Westchnąłem teatralnie a ona ponagliła mnie gestem ręki bym w końcu zaczął opowiadać . Jej zachowanie przypominało zachowanie nastolatki która była na plotach z przyjaciółkami. Skarciła moje zwlekanie groźnym spojrzeniem po czym przysunęła się bliżej i oparła brodę na dłoniach. Potarłem delikatnie skronie po czym zabrałem się za opowiadanie gdyż wiedziałem , że nie wypuściłaby mnie z domu gdybym nawet nie zdradził jej rąbka całej historii. Starałem się opowiadać wszystko ze szczegółami tak by więcej mnie już nie nękała o tą samą historię . Opowiadając to raz jeszcze dotarło do mnie jak wiele ryzykowałem i jak wiele mogłem stracić , lecz gdy już wszystko szło dobrze moje ciepło ogarniała radość. Oficjalnie mogę stwierdzić , że jestem po uszy zakochany w tym chłopaku  i nie widzę świata poza nim . Słowa wylewające się z moich ust wciągnęły kobietę tuż przede mną tak bardzo , że dało się zobaczyć strużkę śliny ściekającą po jej brodzie . Zaśmiałem się delikatnie przerywającym tym samym swoją historię za co dostałem po głowie . Uniosłem dłonie w geście poddania po czym kontynuowałem swoją wypowiedź . Im bliżej końca byłem tym moje serce szybciej biło. Obraz z tamtego wieczoru wciąż mam przed oczami. Wyglądał tak pięknie w świetle tych wszystkich lampek. A wokół jego drobnej osoby dało się widzieć delikatną poświatę jakby był aniołem schodzącym z nieba . Uśmiechnąłem się przelotnie przy końcówce swojej historii i klasnąłem w ręce na znak , że to już koniec mojego monologu . Spojrzałem na zegarek wiszący tuż nad głową mamy by móc się dowiedzieć ile mi zostało jeszcze wolnego czasu. Cała godzina jeszcze dla mnie i dla mamy. Cudny dzień. Z moich rozmyślań wyrwała mnie ów kobieta dość specyficznym stwierdzeniem .

-Jesteś romantyczny jak tata.

Po tych słowach zakryła usta dłonią po czym szukała wzrokiem ucieczki. Nie bardzo rozumiałem o co chodzi. Mój ojciec był wojskowym i rzadko okazywał jakiekolwiek uczucia gdyż uważał , że to czyni nas słabymi i mniej czujnymi. A teraz nagle się dowiaduje , że mój ojciec był romantykiem ? Wierzyć mi się w to nie chce. Czułem , że jej wypowiedź ma jakieś drugie dno , że coś tu nie pasuje . Nie miałem naprawdę pojęcia o co może chodzić .

-Jak tata ? Naprawdę ? On nawet mnie nie przytulał jako dzieciaka !
-Liam… Muszę ci coś powiedzieć ..

Nienawidzę gdy jakaś rozmowa zaczyna się od słów musimy pogadać lub muszę ci coś powiedzieć ponieważ wiem , że wtedy nic dobrego z tego nie wyjdzie . Teraz też czułem , że ta rozmowa jakoś nie sprawi , że będę skakał z radości . Czekałem aż matka uspokoi się nieco i zacznie mi tłumaczyć co ma takiego ważnego do powiedzenia , lecz ona po prostu tam siedziała i jak gdyby nigdy nic popijała kawę .

-Powiesz mi w końcu o co do diabła chodzi ?!
-Uspokój się to raz , i nie podnoś na mnie głosu. A teraz siądź na tyłku i słuchaj mnie bo więcej razy powtarzała nie będę. Twój ojciec , którego pamiętasz był moim drugim mężem. W zasadzie pierwszym lecz nie był biologicznym ojcem. Twoim biologicznym ojcem był James McCoile . Niepoprawny romantyk , wierzący w swoje dzieła. Zostawił nas w Londynie po to by móc wydać książkę by nas utrzymać . Ślepo w to wierzył nawet gdy inni mówili mu , że to nie ma sensu. Więc i ja też nie czekałam na niego dłużej. Wyprowadziłam się z rodzinnego miasta po czym udałam się do Londynu , gdy miałeś kilka lat poznałam Rona i wyszłam za niego . Koniec historii.

Nie mogłem w to uwierzyć , że to wszystko to taka bajka dla dzieci , że moje życie od zarania było przepełnione kłamstwami i intrygami i że już od dziecka miałem pod górkę . Mój biologiczny ojciec wolał wyjechać promować jakąś durną książkę wiedząc , że czeka go porażka niż być z nami ?! Nie mogłem tego pojąć zdecydowanie było tego za dużo .To wszystko było jak jeden wielki nie śmieszny żart. Miałem wrażenie , że za chwilę wyskoczą filmowcy i krzykną Mamy cię ! Lecz tak się nie stało , jedyne co dało się słyszeć to nasze przyśpieszone oddechy i tykający zegar w oddali . Patrzyłem się zaszklonymi oczami na kobietę przede mną , która mówiła coś do mnie lecz jej głos nie docierał do mnie . Czułem się jakby ktoś postawił zamiast mnie kukłę . Poczułem silne ręce ściskające moje ramiona a z oczu polały się słone łzy , które od razu ułożyły krętą ścieżkę na moich policzkach. W ich ślady podążyły kolejne i kolejne. Kobiece ramiona zamknęły mnie w szczelnym uścisku a z jej ust wydobywało się stłumione przez płacz Przepraszam . Poczułem pewną odrazę. Odsunąłem się na długość ramion po czym beznamiętnym spojrzeniem omiotłem osobę przede mną i wyszedłem bez słowa z domu. Po drodze minąłem mężczyznę , który bacznie mi się przyglądał po czym skręcił do naszego domu . Nie interesowało mnie kim był , czego chciał. Chciałem teraz zaznać spokoju i szczerej miłości . Miłości , która ukoiła by moje rozgniewane myśli i rwące się serce. Szedłem bez celu przed siebie , wdychając zimne powietrze. Z każdym kolejnym krokiem było mi gorzej. Postanowiłem zerwać się z zajęć i pozwoliłem się moim nogom nieść do kawiarni Margarite w której pracowało moje kieszonkowe szczęście . Gdy tylko podszedłem bliżej szyb wystawowych  i zobaczyłem jego promienny uśmiech coś ścisnęło mnie za serce. Doprowadziłem swoją twarz do porządku po czym przykleiłem jeden z tych wyreżyserowanych uśmiechów i wszedłem do wnętrza przesiąkniętego kawą. Okłamywanie go jest najgorszą rzeczą , lecz nie chcę wybuchnąć w publicznym miejscu szlochem jak małe dziecko. Przywitałem się z blondynem po czym z przeciągłym westchnięciem zasiadłem na barowym krześle przeglądając menu. Rzadko bywałem tutaj więc i wybór czegoś był nie lada wyzwaniem . Plus przenikliwe spojrzenie blondyna sprawiało , że nie mogłem się skupić. Zamknąłem kartę po czym spojrzałem na chłopaka stojącego tuż przede mną i odezwałem się ciepło.

-Wybór pozostawiam tobie Niall.
-W takim razie szykuj się na tornado smaków

Zaśmiał się perliście po czym zniknął w tłumie kelnerów. Siedziałem wciąż w tym samym miejscu starając się nie zwracać większej uwagi na otaczających mnie ludzi lecz kłócąca się matka z dzieckiem była obiektem nie do zniesienia. Starałem się zająć czymś swoje myśli lecz na marne . Ciągle wracałem do tego co miało zdarzenie nie tak dawno. Nie mogłem nadal uwierzyć , że moja matka , którą uważałem za wzór szczerości i prawdomówności miała taki sekret. Nie rozumiałem także faktu skrywania tego , wielu ludzi wiąże się z innymi mając dzieci. Ale fakt , że skłamała bolał najbardziej. Moje myśli tak się gotowały , że miałem wrażenie że z uszu ucieka mi para. Jednak nie mogłem z nimi wygrać w żaden sposób. Z moim rozmyślań wyrwał mnie lekko poirytowany głos niebieskookiego.

-Liam ? Liam słuchasz mnie ?
-Mówiłeś coś ?
-Tak mówiłem , żebyś wpadł dziś na obiad lecz w ogóle mnie nie słuchasz. Jesteś taki nieobecny stało się coś ?

Jego blada dłoń dotknęła mojej a przez całe ciało przebiegł mnie przyjemny dreszczyk ekscytacji . To jak na mnie działał było zadziwiające . Był magnesem który mnie przyciągał do siebie z każdym naszym zbliżeniem bardziej. Starałem się nie poddać pokusie opowiedzenia mu wszystkiego w publicznym miejscu , lecz to było trudne widząc to błagalne spojrzenie lazurowych oczu. Moje serce zadawało sobie tortury za okłamywanie go . Lecz im mniej wie tym spokojniej śpi.

-Kilka testów w przyszłym tygodniu, plus rozmowa z panią Preston i można mieć dosyć.
-Hmm..Możemy się pouczyć razem jeśli chcesz.

Posłał mi swój firmowy uśmiech po czym zniknął na zapleczu . Zastanawiałem się jak długo uda m się utrzymać to w sobie.


Niall
Kłamał mi w żywe oczy mówiąc , że wszystko w porządku a jego bujanie w obłokach jest spowodowane testami. Nie wiem co bardziej denerwowało mnie , fakt że kłamał , czy to że coś się stało a ja nie potrafiłem mu pomóc.  Może nie znam go długo , ale doskonale potrafię go przejrzeć . Wiem kiedy kłamie , świecą mu się wtedy oczy a palcami wystukuje tą samą melodię co zawsze. Westchnąłem przeciągle po czym oparłem czoło  o szkarłatną szafkę , z której odpryskiwała już farba. Pozwoliłem sobie na chwilę zatracenia. Liam jest bardzo specyficznym człowiekiem i ciężko go rozgryźć , lecz ta jego zagadkowość jest piekielnie pociągająca. Za każdym razem zaskakuje mnie bardziej i bardziej . Jego błyskotliwość i trafny żart są dopełnieniem jego idealnego charakteru , który nie czarujmy się urzekł mnie już pierwszego dnia naszej specyficznej znajomości. Nawet  Michael go wychwala ! Zaśmiałem się cicho pod nosem. Odepchnąłem się dłońmi od obskurnych szafek po czym przebrałem się w swoje wyjściowe ciuchy . Zamierzałem rozweselić go za wszelką cenę . Podszedłem do szefa kawiarni i oznajmiłem , że biorę na resztę dnia wolne. Był to dobry przyjaciel Michaela więc nie miałem problemów z takimi wybrykami. Mogłem sobie wybierać wolne kiedy tylko chciałem , było to niesprawiedliwe wobec innych pracowników lecz ja po prostu tylko dorabiałem. Nie musiałem pracować lecz siedzenie w domu przez dwadzieścia-cztery godziny w tygodniu wykończyłoby mnie . Śmiałym krokiem przekroczyłem wahadłowe drzwi zaplecza po czym bez słowa z zadziornym uśmieszkiem na ustach szarpnąłem łokieć szatyna , który wlepił we mnie swoje zaskoczone czekoladowe spojrzenie po czym jak marionetka poddał się moim ruchom. Prowadziłem go przed siebie jakby był zbiegiem. Po mimo szczytowych godzin oraz zgiełku ulicznego dało się słyszeć nasze przyśpieszone oddechy spowodowane zbyt szybkim marszem jak na tą porę roku, lecz ja po prostu pragnąłem jak najszybciej zamknąć naszą dwójkę w bezpiecznych czterech kątach mojego domu.  Po chwili usłyszeliśmy szczęk zamka w drzwiach po czym weszliśmy do nagrzanego pomieszczenia. Zamknąłem za nami drzwi po czym energicznymi ruchami zrzuciłem z siebie zbędne ciuchy zmierzając prosto do kuchni. Usłyszałem za sobą głos chłopaka , głos który lekko drżał jakby bał się każdego mojego kolejnego ruchu. Triumfalny uśmieszek wkradł się na moje usta po czym nawoływania chłopaka puściłem mimo uszu.

-Niall , błagam cię możesz mi wytłumaczyć co się dzieje ?
-Tak
-No więc ?
-Co?
-Wytłumacz mi co się dzieje !
-Dobrze
-Niall !

Zaśmiałem się widząc jego rozdrażnienie , wyglądał uroczo. Odwróciłem się w stronę mebli kuchennych po czym z jednej z szuflad wyjąłem fartuch i rzuciłem wprost na twarz chłopaka. Skrzywił się i spojrzał na biały fartuch jakby widział go po raz pierwszy w życiu . Jedna z jego idealnych brwi uniosła się ku górze ukazując jego zdziwienie. Oparłem dłonie na biodrach po czym gestem ręki wskazałem całą kuchnię .

-Myślisz , że ten fartuch jest do podziwiania ? No zakładaj go , na co ty czekasz ?
-Niall… Ja
-No ubierz go ..

Rzuciłem błagalne spojrzenie w stronę szatyna po czym uśmiechnąłem się delikatnie lecz wystarczająco by zachęcić chłopaka do wykonania mojej prośby. Z cichym westchnieniem założył na siebie biały fartuch po czym jak model obrócił się wokół własnej osi prezentując ubranie. Klasnąłem z aprobatą w dłonie po czym chwyciłem drewnianą łyżkę i udając , że jest to mikrofon zmodulowałem głos i rzuciłem krótko .

- Witaj w zaklętej kuchni .. 
~~***~~

*Cuisine secret- tajemnicza kuchnia
Jeśli ktoś z Was zmienił nazwę na Twitterze , to proszę o podpisanie się w komentarzu nową nazwą jeśli oczywiście chcecie być dalej informowani. Umożliwi mi to utworzenie nowej listy osób , które informuję tak więc proszę Was o pozostawanie nazw Twittera . Oraz jeśli nie posiadacie konta to pozostawienie numeru gadu-gadu. To czysta przyjemność gdy mogę Was informować :)

czwartek, 19 lipca 2012

Cyrk

Hej moi drodzy mam dla was kilka informacji .

Po pierwsze blogspot robi mi CYRK jeśli chodzi o dodawanie rozdziałów . Pisałam jeden rozdział trzy razy ! Po czym i tak się nie dodał lub urywał się lub zmieniał się w chińskie znaczki. Jest mi strasznie przykro ponieważ byłam zadowolona z blogspotu . No ale . W każdym bądź razie nie przeniosę bloga tylko poczekam na rozwiązanie problemu. Tak więc proszę was o cierpliwość gdyż na prawdę są tu pewne problemy . Nie obiecuję wam kiedy rozdział się pojawi. Mam go napisany lecz dodanie go tu kończy się usunięciem . Tak wiec widzimy się po rozwiązaniu problemów !

czwartek, 28 czerwca 2012

Chapter six part two - Je meurs tous les jours et tu me manques



Niall
Wybiegłem z domu nawet nie zamykając drzwi , w tej chwili po prostu wszystko było mi obojętne . Rzuciłem się dzikim biegiem w dół ulicy z nadzieją znalezienia jakiś wskazówek. Chodziłem ulicami z nadzieją znalezienia czegoś lecz niczego nie widziałem . Po dwudziestu minutach moje ciało odczuło porządnie chłód panujący na dworze . Potarłem swoje ramiona w celu rozgrzania się i rozejrzałem raz jeszcze po okolicy . A co jeśli porwałem się z motyką na słońce ? Co jeśli to był tylko żart ? Może powinienem zawrócić ? Myśli tłukły się w mojej głowie krzycząc jedna przez drugą . Jednak ciało zwyciężyło w tej bitwie samo jakby poruszyło się do przodu. Szedłem powolnym krokiem przed siebie aż nagle ujrzałem żółtą karteczkę przyklejoną do pnia . Podszedłem bliżej i przyjrzałem się jej , na jej delikatnym tle odbijała się wielka czarna strzałka przyozdobiona w dorodny uśmiech. Jakaś cicha iskierka nadziei obudziła się wewnątrz mnie. Zacząłem wzrokiem szukać kolejnych co już nie było takie trudne. Podchodziłem do każdego miejsca gdzie były one naklejone i zbierałem je , zachowując tym samym wspomnienie w obawie , że szybko zapomnę . Błądziłem po ulicach Paryża zbierając kartki z drzew co wyglądało wręcz przekomicznie . Na moje usta wstąpił szczerzy uśmiech rozbawienia. Niektóre karteczki wisiały również na plecach przechodniów. Ich miny po zabraniu takiej były bezcenne , jedni się uśmiechali drudzy patrzyli pytającym wzrokiem. Co raz bardziej śmieszyła mnie ta sytuacja i co raz bardziej podniecała.  Moje serce odbijało się od mojej klatki piersiowej jak malutka piłeczka pingpongowa. Mój humor zmienił się diametralnie , już się nie obawiałem teraz czerpałem z tego przyjemność. Jednak w połowie drogi stanąłem i zwątpiłem kartek brak więc i moja droga dobiegła końca . Poczułem lekkie rozczarowanie , że trwało to tak krótko . Przeszedłem przez mały deptak i oparłem się o ceglaną ścianę kawiarni. Mój wzrok powędrował na drugą stronę ulicy gdzie na kamienicy rozwijał się wielki kawał płótna z ogromną strzałką. Moje oczy wielkie jak spodki  rozglądały się wokół. Pod strzałką widniał napis

Nie poddawaj się ! Małymi kroczkami do celu  ; )

Uśmiechnąłem się szeroko w powietrze i podążyłem w kierunku który wskazywała strzałka. Całą drogę uśmiechałem się do siebie , moje serce robiło fikołki a oddech niebezpiecznie zwalniał i przyśpieszał. Panujący chłód i zacinający wiatr nie były dla mnie przeszkodą , zmokłe śliskie liście również nie były dla mnie wyzwaniem. Wszystko co mogło się teraz stać było ważniejsze niż wszelkie przeszkody . Nagle w mojej głowie rozbrzmiał głos mojego wuja Michaela .

Miłość uskrzydla , mój blond chłopczyku. 
Pogłębiłem swój uśmiech a oczy delikatnie pokryły się słoną taflą , szybko je przetarłem wierzchem zmarzniętej dłoni i już nie zatrzymując się szedłem dalej. Z każdym krokiem zaskakiwany byłem bardziej i bardziej , wiadomości na karteczkach przybierały żartobliwe oraz romantyczne maski , niektóre były smutne a niektóre ściskały serce, lecz jedno je łączyło wszystkie były pisane od serca. Postanowiłem zebrać wszystkie wiadomości i móc pewnego chłodnego dnia wyciągnąć je i wspomnieć ten dzień. Z każdym krokiem kroczyłem pewniej oraz z każdym kolejnym krokiem w mojej głowie  kotłowała się myśl że jednak znam tego wielbiciela . Przyśpieszyłem kroku pozostawiając resztę pustych strzałek na swoich miejscach. Dotarcie na miejsce zajęło mi kilka ładnych godzin. Na dworze już panował mrok , a ziąb przybrał na sile . Przez moje ciało przebiegały kolejne dreszcze. Zaskoczyło mnie moje położenie. Znajdowałem się sam w ciemnym parku. Przerażające i czarne myśli nawiedziły moją blond główkę. Moje płuca płonęły żywym ogniem a powietrze ciężkie i wilgotne rzucało na mnie swoje lepkie macki sprawiając że drżałem nie tylko z zimna lecz i przerażenia. W oddali ujrzałem tlące się małe światełko .Niepewnym krokiem podążałem w jego stronę. Z każdym metrem było ich więcej i więcej , a droga stawała się łatwiejsza. W końcu dotarłem pod altanę owiązaną wszelkimi kwiatami oraz lampkami choinkowymi. Jesienny wiatr omiótł mnie zapachem kwiatów i deszczu . Rozejrzałem się wokół lecz tylko to jedno miejsce było oświetlone. Wszedłem do wnętrza altany wciąż napawając się jej pięknem . Na ławce znalazłem złotą połyskująca kartkę przyozdobioną w szkarłatne słowa. Ich idealny kształt sprawiał jakbym trzymał w ręku wielką tajemnicę świata.  Złoto i szkarłat połyskiwały wesołymi iskierkami i sprawiały wrażenie jakby tańczyły wokół liter . Litery składały się w jedno  spójne zdanie , które sprawiło że moje serce ponowiło dziki maraton , a oddech uwiązł gdzieś w płucach. Potarłem papier i przeczytałem na głos raz jeszcze treść .

Zacznijmy wszystko od nowa.. 
Słowa wypowiedziane przeze mnie odbiły się ciężkim echem od drzew. Słowa były tak mocne i drżące , tak prawdziwe i niepewne . Uśmiechnąłem się blado i rozejrzałem wokół z nadzieją , że jednak ujrzę kogoś. Jakby za dotknięciem magicznej różdżki drzewa rozbłysły bladym światłem błękitu nadając im łagodniejszy wygląd. Z głośników sączyła się przyjazna delikatna muzyka , która swoimi nutami ogrzewała moje zmarznięte ciało. Zza drzewa wyłoniła się postać. Moje serce zabiło szybciej , a oddech przyśpieszył. Ciało zaczęło drżeć z podniecenia a kroki stały się chwiejne i niepewne jakbym pierwszy raz stawiał kroki . Szedłem przed siebie zmniejszając tym odległość dzielącą mnie od postaci na przeciw. Wiatr omiótł postać i wprost do moich nozdrzy przyniósł zapach piżma i cynamonu. Znałem ten zapach doskonale , teraz wszelkie zbędne myśli przestały istnieć a serce oblało się ciepłem. Podszedłem bliżej i ujrzałem podskakujące na wietrze loki i te pełne głębi czekoladowe oczy , które wpatrywały się we mnie z czułością. Zamierzałem odpowiedzieć lecz jego usta znakomicie uniemożliwiły mi tą czynność . Delikatne ciepłe wargi szatyna pieściły moje z utęsknieniem. Wszystko co pragnąłem powiedzieć wyparowało . Magiczna atmosfera panująca wokół nas sprawiała , że miękły mi kolana. Wszystko było jakby wyjęte z bajki. Gdy jego usta oderwały się od moich uśmiechnąłem się do szatyna i wypowiedziałem kilka słów które miały zmienić wszystko.

- Zacznijmy wszystko od nowa Liam .

Jego czekoladowe oczy rozbłysły tysiącami kolorowych iskierek a usta wygięły się w szerokim uśmiechu. Jego silne ramiona oplotły mnie by zamknąć mnie w szczelnym uścisku. Napawałem się tą chwilą całym sobą. Żadne z nas się nie odzywało . Po prostu pozwoliliśmy tej chwili trwać.

~~***~~

Witajcie w części drugiej . Tak wiem rozdział miał pojawić się dopiero jutro ale zważając na fakt , że to tylko dopełnienie części pierwszej , które jest krótsze dodaję go dzisiaj. Mam nadzieję , że rozdział sprawił Wam tą samą przyjemność którą sprawił mi. Chciałabym wam wszystkim podziękować za tak wspaniałą atmosferę na tym blogu , oraz za ilość wyświetleń oraz wszelkie komentarze od anonimów po osoby które informuję . Jesteście najwspanialszymi czytelnikami pod słońcem . Dziękuję wam za każde ciepłe słowo i za czas który tutaj spędzacie . Pomagacie mi uwierzyć w tą historię   :) Chciałabym specjalnie dla was moich czytelników poświęcić swój czas robiąc Twitcama. Ma on na celu zbliżenie nas do siebie oraz da wam możliwość zasypania mnie wszelkimi pytaniami : ) Mam nadzieję , że spędzicie te kilka chwil ze mną  : )
Link do twitcama znajdzie się na moim profilu na twitterze @LittleLegoBirdx najprawdopodobniej w niedzielę o godzinie 12:00 Zapraszam wszystkich serdecznie  !

Mam także małą prośbę do was moi mili , proszę byście napisali swoje nicki twitterów gdyż chciałabym sporządzić nową listę informowanych . Byłabym wam dozgonnie wdzięczna za to .
Już nie zanudzam , do zobaczenia niebawem !

Je meurs tous les jours et tu me manques- 
Umieram każdego dnia , tęsknię i myślę.

Polecam wam także :
@AwwwwwZAYN- 
http://do-not-exist.blogspot.com/
@LittleLexiex3 - http://words-will-be-just-words.blogspot.com/
@Niallerx3- http://forget-about-the-clock.blogspot.com/
@Kiss_forHarry- http://thestory--ofourlove.blogspot.com/

środa, 20 czerwca 2012

Chapter six part one - Copier ceux tueur et un amant mystérieux?


Niall


Od wystawy Michaela minęło sporo czasu , minęło również sporo czasu od tej przykrej sytuacji . Czas , który upłynął od tamtego dnia był dla mnie niezauważalny uciekał niczym piasek przez palce. Dni uciekały jakby ktoś je batem gonił , jak dla mnie ich ucieczka była za szybka. Byłem pewien , że ucieczka szatyna była już na zawsze jednak los widział to nieco inaczej. Każdego ranka szatyn przychodził i dobijał się do olchowych drzwi i każdego ranka mój wuj kłamstwem odprowadzał go w drogę powrotną. Czułem się z tym źle i w prawdzie pragnąłem zejść na dół lecz coś mi nie pozwalało. Więc każdego ranka odprowadzałem go pustym wzrokiem zza firanki . Coś we mnie pękało lecz jakby drugie moje ja broniło się przed tą nadzieją która powróciła wraz z nadejście ponownym szatyna. Każdego ranka mordowałem się ze samym sobą by zejść na dół i jak człowiek przeprowadzić normalną rozmowę i wyjaśnić sobie wszystko. Jednak szybko rezygnowałem z tego i pozwalałem tajemniczej sile trzymać mnie zamkniętego w swoich czterech ścianach. Od tygodni nie wyściubiłem nosa poza drzwi , moje posiłki stały się nieregularne a czasem nawet w ogóle ich nie spożywałem. Przez zaniedbanie mojego stylu odżywiania chudłem w oczach, zaniedbałem również swój wizerunek przez co wyglądałem jak zarośnięty prehistoryczny człowiek. Zdecydowanie poszarzałem i zamieniłem się w marionetkę. Mój uśmiech znikł i nic ani nikt nie umiał go przywrócić, natomiast moje oczy umarły. Zaniedbałem nie tylko swoje życie , ale także życie moich zielonych przyjaciół. Większa część moich roślinek wymarła tak jak ja wymieram od środka. Moja młoda dusza nigdy nie cierpiała tak bardzo , nigdy także nie rozpadła się tak bardzo by zranić serce. A teraz siedziałem tu cicho krwawiąc. Straciłem już rachubę czasu jak i sens codziennego wstawania . Leżałem w łóżku przekręcają się raz po raz , lub stałem i wyglądałem przez okno nie wychylając się zza zszarzałej firanki. Wszystko co dobre i kolorowe prysnęło z mojego życia wraz z przyjściem jesieni. Przez resztę wakacji aż do jesieni szatyn starał się do mnie dotrzeć lecz w końcu i on poddał się. Pod koniec wakacji wyjechał do swojego rodzinnego kąta w Londynie opuszczając w tym samym momencie to miasto wraz z całą magią i kolorami. Nie pragnąłem już nadziei jaką mi dawał. Bałem się ją przyjąć gdyż czułem się jak amulet , który przynosił pecha . Taka nieszczęśliwa czterolistna koniczyna. Od jego wyjazdu nadal jestem martwy wewnątrz lecz postanowiłem wrócić do regularnych zajęć takich jak praca . Praca w kawiarni na stanowisku kelnera nie wystarczała mi by zabić swój czas i myśli. Rozwóz mleka zakończył się wraz z nadejściem pierwszego września. Tak więc podjąłem się kolejnej pracy. Swoje nudne cztery godziny życia zabijam pracując w kwiaciarni Pani Ruspbery , która stała się moim lekarstwem na każdą dolegliwość. I tak mija mi każdy dzień. Budzę się rano i doprowadzam się do porządku by móc z godnością wyjść na ulice , spożywam posiłek by przywrócić do normy swój organizm. Każda moja czynność odbywa się samotnie , każdy posiłek i każda godzina w domu jest samotna . Cisza panująca w domu powstała w momencie gdy Michael wyjechał do Rzymu by pracować nad jakąś wielką wystawą , która jest ogromną szansą dla niego by móc zabłysnąć poza granicami naszej okolicy. Nie zatrzymywałem go chociaż wiedziałem , że samotność będzie mi doskwierać. Nie mógłbym odebrać mu jego szczęścia. Ten samotny tydzień zleciał mi bardzo szybko nim się obejrzałem przybyła niedziela . Niedziela a także moje urodziny. Nie świętuję , w samotności to nie ma najmniejszego sensu. Siedziałem wygodnie w bujanym fotelu na balkonie opatulony kocem z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach patrząc się na zachodzące słońce oraz opadające liście poddając się melancholijnemu nastrojowi. Wraz z przyjściem tej jesieni dorosłem, stałem się silniejszy uczuciowo. Doceniłem miłość ludzi otaczających mnie. Ona pozwoliła mi także uświadomić , że zmiany są konieczne nie ważne jak źle się kończą czynią nas tym kogoś innego. Od tych kilku jesiennych dni słuch o nim zaginął gdzieś w tłumie. Dało się słyszeć stłumione szepty lecz sama obecność była niewyczuwalna. Siedząc tak i patrząc się w bliżej nieokreślony punkt poczułem to piekielne uczucie które siedziało we mnie . Po prostu brakowało mi jego niestabilnej obecności po mimo tego że znaliśmy się krótko i nasza znajomość dopiero owocowała to ja i tak przyzwyczaiłem się do niego zbyt mocno. Pragnąłem znów ujrzeć jego czekoladowe oczy i poczuć to ciepło bijące od jego osoby. Posłałem w powietrze blady uśmiech po czym ziewnąłem przeciągle i podniosłem się udając się w ten sposób do swojego pokoju. Zamknąłem drzwi by chłód nie wtargnął do wnętrza i odłożyłem kubek oraz koc obok łóżka. Ruszyłem w stronę krzesła na którym leżały świeże ciuchy po czym chwyciłem je w dłoń i wyszedłem wprost do łazienki. Odbyłem rozgrzewającą kąpiel po czym gotowy wyszedłem z domu i ruszyłem ulicą w dół. Jesienne liście opadając na ziemię utworzyły złociste dywany ciągnące się w nieskończoność. Stąpałem po nich delikatnie czując się niczym król. Zaśmiałem się cicho pod nosem z własnych myśli po czym delikatnie przyśpieszyłem kroku. Stanąłem przed drzwiami do kwiaciarni po czym wszedłem do ciepłego pomieszczenia gdzie unosił się zapach kwiatów i resztek dymu tytoniowego. Kobieta po siedemdziesiątce była nałogowym palaczem i prowadziła kwiaciarnię sama , więc ja postanowiłem wykorzystać swój czas i siły by jej pomóc i ułatwić życie. Gdy tylko stanąłem za progiem kobieta wyszła zza lady z malutką babeczką w dłoni na której czubku znajdowała się świeczka. Z jej ust wydobywało się melodyjnie sto lat , które przyprawiło mnie o łzy. Stałem nieruchomo a po moich policzkach biegały łzy wzruszenia. Nie wiedziałem jak się zachować gdyż ta kobieta była mi zupełnie obca a pamiętała o urodzinach swojego pracownika. Ten gest ścisnął mnie za serce. Otarłem wierzchem dłoni ściekające łzy po czym zdmuchnąłem świeczkę i pomyślałem zgodnie z tradycją życzenie . Moje życzenie było łatwe do spełnienia gdyż nie pragnąłem wiele , pragnąłem tylko By Liam Wrócił. Kobieta zamknęła mnie szczelnie w swoim uścisku a moje łzy znowu błąkały się po policzkach kreśląc co raz nowsze ścieżki. Kobieta pachniała drogimi perfumami , delikatna kwiatowa nutka z cytrusami wypełniła moje nozdrza. Moje emocje ucichły na tyle bym mógł o własnych siłach udać się na zaplecze. Tam wraz z starszą panią zasiedliśmy na wygodnych pufach popijając herbatę i prowadząc rozmowę na temat spraw ważnych i tych mniej ważnych. Na takich to rozmowach zleciał nam czas. Pożegnałem się z kobietą po czym ruszyłem w stronę domu z lepszym humorem. Moja dusza w kilka godzin zregenerowała się dzięki niej. Moja droga powrotna była o niebo lepsza i wolniejsza niż poprzednia. Szedłem uśmiechając się do przechodniów przyprawiając ich w ten sposób w  zakłopotanie co sprawiało , że mój uśmiech poszerzał się. Gdy dotarłem na miejsce mój uśmiech znikł. Znów wtargnąłem do samotni jaką stał się ten dom po wyjeździe Michaela. Wielkie gliniane rzeźby rzucały złowrogie lepkie cienie , a cisza z piskiem odbijała się od ścian. Chłodny wiatr dobiegający z ogródka przyprawiaj mnie o nieprzyjemne dreszcze. Zrzuciłem z siebie ciężki płaszcz oraz buty po czym udałem się do kuchni. Postawiłem wodę na gaz a do kubka wrzuciłem torebkę herbaty. Po wykonaniu tej czynności udałem się do salonu włączając po drodze wszystkie światła oraz zapalając kilka świeczek w razie gdyby zabrakło prądu. Usadowiłem się wygodnie na kanapie po czym włączyłem telewizor dla towarzystwa. Z moich bezsensownych przemyśleń wyrwał mnie gwizdek zwiastujący wrzenie wody. Po moim ciele przebiegły nieprzyjemne dreszcze przerażenia. Powolnym i ostrożnym krokiem udałem się do kuchni zalewając herbatę. Po wykonaniu tej czynności udałem się z powrotem do salonu. Po domu nagle rozległ się dźwięk dzwonka , a moje ciało zamarło w bezruchu. Co jeśli do moich drzwi dobija się morderca psychopata ?! Jedna z dzikich myśli przemknęła przez moją głowę. Przełknąłem głośno ślinę po czym udałem się w stronę drzwi po czym ostrożnie otworzyłem je i rozejrzałem się w boki. Lecz nikogo nie dostrzegłem prócz małej karteczki leżącej na wycieraczce z napisem Welcome Home. Podniosłem ją i jeszcze raz dla bezpieczeństwa rozejrzałem się po czym szybko zamknąłem drzwi i wróciłem do salonu. Jakby niespodzianek końca nie było zadzwonił telefon. Odebrałem połączenie po czym usłyszałem głos wuja. W międzyczasie miałem okazję przyjrzeć się karteczce , jej napis był pochyły i nieco uwypuklony. Moje myśli i czynność przerwałem ja sam odzywając się do wuja , który milczał.

-Michael ! Wracaj ja tu zwariuję !
-Pozwól , że zgadnę znów naoglądałeś się bezsensownych horrorów i odchodzisz od zmysłów przy okazji zapalając każde możliwe światło ?
-Mhm..
- Niall , dajesz się ponieść wyobraźni . Spokojnie żaden seryjny morderca nie zacznie podrzucać ci liścików i nie zaatakuje cię.

Mężczyzna po drugiej stronie zaśmiał się donośnie a ja zamarłem. Mi nie było do śmiechu gdyż właśnie znalazłem malutką karteczkę. Po drugiej stronie znów rozbrzmiał głos wuja.

-Niall , ja żartowałem spokojnie. Wszystkiego Najlepszego z okazji 19 urodzin.
-Dziękuję, ale wiesz .. ja właśnie znalazłem taką karteczkę i..
-Niall pierw upewnij się, że to nie jest nasza sąsiadka a później panikuj. Jak coś się będzie działo dzwoń na policję.
-Jasne.Ale jak coś bądź gotowy na mój telefon.
-Oczywiście ty mój przestraszony blond chłoptasiu.
-Michael ! To nie jest śmieszne !
-No już , spokojnie. Słuchaj muszę kończyć bo urwałem się z pracowni i właśnie idzie szef i jak mnie dorwie to po mnie . Zadzwonię jutro i postaraj się nie zwariować do tego czasu.

Po tych słowach rozłączył się. Odłożyłem urządzenie na stolik po czym upiłem łyk herbaty i zabrałem się za poznanie zawartości tej kartki.

Wróciłem Niall. 
Zrobiło mi się ciepło. Kto taki wrócił i skąd mnie zna ?! Moje myśli gotowały się , a serce waliło niczym młot.Rzuciłem wszystko po czym w panicznym biegu udałem się do pokoju zamykając się na cztery spusty. Wtuliłem się w poduszkę po czym z przerażenia zasnąłem.
Obudziłem się następnego dnia późnym popołudniem. A dokładniej mówiąc obudził mnie dzwonek od drzwi. Poderwałem się na równe nogi po czym w dłoń chwyciłem kij baseballowy i zbiegłem jak dziki po schodach w dół z hukiem otwierając frontowe drzwi zamachując się jednocześnie kijem. Listonosz stojący naprzeciw zszedł prawie na zawał. Uśmiechnąłem się przepraszająco po czym pośpiesznie odebrałem paczuszkę. Szybko zamknąłem się w domku i zabrałem się za otwieranie malutkiej paczuszki. Wewnątrz pudełka znajdowały się płatki róż a po środku malutka karteczka. Otworzyłem ją i ujrzałem znów pochylone pismo .

Zagrajmy w grę Niall : )
Przerażony odłożyłem pudełeczko i zadzwoniłem do wuja. Kilkugodzinna rozmowa pomogła mi nieco się rozluźnić po czym udałem się do Pani Ruspbery. Tak mijał mi każdy dzień. Każdego dnia nowa paczuszka z nową zawartością.

Śledź wiadomości uważnie : )

Chłodny jesienny wieczór idealny na gorącą herbatkę. 

Uważaj na deszcz !

Jesień to zdradliwy okres nie przezięb się. ;)

Każda paczuszka zawierała prezent adekwatny do treści liścików. Nie mogłem odgadnąć któż to taki. Kilka tygodni trwały te paczuszki. Lecz dziś odebrałem znów samotną karteczkę na wycieraczce.

Czas na grę , podążaj za strzałkami aż dotrzesz do celu . Powodzenia : )

Postanowiłem zadzwonić do Pani Ruspbery . Kobieta w mgnieniu oka zaszczyciła mnie swoim towarzystwem. Już na samym początku pokazałem jej tajemnicze listy.

-Jestem przerażony , a co jeśli to jakiś prześladowca ?
-Prześladowca by nie przysłał witamin na odporność i nie troszczyłby się Niall.
-A co jeśli to czuły prześladowca ?
-Nie bądź śmieszny. To cichy wielbiciel który cię zna. Udaj się do celu za strzałkami.
-Nie sądzę ..
-Spróbuj .

Po rozmowie z kobietą znalazłem jeszcze jedną karteczkę. Przeczytałem ją i rzuciłem na podłogę opuszczając jednocześnie dom.

Czekam Niall.


~~***~~

Hej ! Ta dam ! O to rozdział szósty [część pierwsza] ten rozdział jest jakby zwiastunem kolejnych wydarzeń : ) Jak widać przeskoczyłam trochę z czasem i dotarłam do jesieni , ale taki był zamiar . Jesień dla nich ma być magicznym czasem ;) Następny rozdział pojawi się w granicach 29,06 - 02,07 , mam nadzieję że jednak znajdę trochę wcześniej czas  ;) ale jeśli nie to spodziewajcie się w tych dniach ;) Widzimy się w drugiej połowie rozdziału szóstego ;) Do zobaczenia ;)

PS. Dziękuję wszystkim za komentarze , którymi sprawiacie , że moje głupiutkie serduszko napierdziela fikołki oraz za liczbę wyświetleń na blogu nie spodziewałam się , że ten blog w tak krótkim czasie[chodzi o rozdziały -ilość] osiągnie tyle, nie sądziłam że cokolwiek osiągnie ;)


**Copier ceux tueur et un amant mystérieux?- Psychopata morderca czy tajemniczy wielbiciel ?

Mój Twitter to LittleLegoBirdx ;) 

piątek, 15 czerwca 2012

Chapter five part two - la colère, la haine et de Deception



Niall
-Liam..

Zrobiłem kilka pewnych kroków w stronę ogrodu i wypowiedziałem Jego imię . Miałem dziwne wrażenie , że to wszystko odgrywało się w mojej głowie . Jego imię brzmiało nieprawdopodobnie lekko i dziwnie w moich ustach , a w prawdzie wewnątrz cały drżałem . Bałem się odrzucenia z jego strony. Kilka chwil później wzdrygnął się na dźwięk mojego głosu. Odczułem to jako wstręt do mnie . Nie ma co się dziwić niecodziennie słyszy się , że twój znajomy pała do Ciebie głębszym uczuciem. Moje serce po woli pękało jakby czekając na ostateczny cios. Stałem tam jak ten kołek i przyglądałem się szatynowi. Moje serce waliło jak młot starając przebić się przez moje żebra . Świadomy jestem faktu , że po między nami niczego nie ma i nie będzie , ale dzisiejsza sytuacja na wzgórzu była jak spełnienie wszelkich marzeń. Poczułem , że w końcu odnalazłem coś czego mi zawsze brakowało . Swoją bratnią duszę . A teraz ? Mój idealny świat rozsypuje się , a chłopak który skradł moje serce patrzy na mnie ze strachem i zdezorientowaniem. Jego oczy zawsze pełne życia spoglądały w moje przepełnione smutkiem i zdziwieniem. Pokryte matową powłoką były jakby nieobecne. Usta zawsze wygięte w przyjaznym ciepłym uśmiechu były zaciśnięte w wąską linię , a policzki przybrały barwę mleka . Wyglądał jak porcelanowa lalka czekająca na nieostrożny gest małej dziewczynki by upaść z hukiem na podłogę i rozpaść się w kawałeczki. To wszystko wydawało się jakby jedną bajką. Ten ogród nagle stał się jakby krainą mrocznych cieni a wszystko jakby szydziło ze mnie . Koniec końców postanowiłem się odezwać i przerwać tą niezręczną ciszę . W prawdzie łudziłem się na cudowny happy end gdzie wybaczymy sobie wszystko i będzie cudownie a po ulicy przebiegnie złoty jednorożec. Niall przestań śnić skarciłem się w myślach za tak niedorzeczne i banalne myśli .

- Liam .. Ja przepraszam Cię
-Niall ..
-Proszę wysłuchaj mnie !
-Ja już pójdę jest późno .
-Ale ..
-Cześć.

Odszedł . Wyminął mnie szerokim łukiem i zniknął w tłumie świetnie bawiących się ludzi. Kto by pomyślał , że jedno zdanie zaburzy równowagę twojego idealnego świata . Nie chciał nawet mnie wysłuchać. Złamało mi to serce . W momencie gdy on wypowiedział krótkie cześć coś we mnie pękło . Moje serce krwawiło , a z oczu polały się łzy bólu. Widziałem zamazujące się postacie i słyszałem głośne śmiechy i stłumioną muzykę. Samotnie siedziałem na trawie w ogrodzie i wpatrywałem się w niebo pełne migoczących gwiazd. Posyłały mi swoje blade uśmiechy starając się pocieszyć moją załamaną duszę , natomiast księżyc w pełni szydził ze mnie posyłając szydercze cienie. Opadłem na miękką trawę i zaniosłem się głośnym szlochem. Nie walczyłem. Nie zrobiłem niczego sensownego by go zatrzymać by wyjaśnić wszystko i naprawić to co spieprzył Michael. Jak on mógł ?! Kolejna fala szlochu rozniosła się echem po ogrodzie lecz zaraz została stłumiona przez głośną muzykę wydobywającą się z wnętrza domu. Leżąc tak bezwładnie poczułem na swojej twarzy kilka zimnych kropel a chwilę później setki malutkich. Parę minut i rozpadało się na dobre. Leżałem tak pozwalając zimnych kroplą koić moje zranione serce. Głucha pustka odbijała się złośliwym echem w mojej głowie . Czułem w tej chwili ogromny żal do Michaela . Nie rozumiem po jakiego grzyba on mu to mówił .. Przecież obiecał mi , że nikomu nie powie , a jednak złamał swoją obietnicę raniąc przy tym mnie . Poderwałem się na równe nogi i cały przemoczony zacząłem się przeciskać przez tłum ludzi , którzy byli już upojeni alkoholem i przesiąknięci dymem papierosowym . Szukałem wzrokiem dobrze znanej mi sylwetki czując jednocześnie narastający we mnie gniew i żal . Gdy w końcu udało mi się znaleźć winowajcę odetchnąłem i nabrałem ogromny haust powietrza w swoje płuca . Na jednym wdechu wykrzyczałem wszystko co leżało mi na sercu.

-Michael ! Jak mogłeś mi to zrobić ?! Jak mogłeś pozwolić sobie zabawiać się moim kosztem ?! Zadowolony z siebie jesteś ?!
-Niall .. uspokój się proszę.
-Nie nie uspokoję się ! Obiecałeś , że nikomu nie zdradzisz tego a Ty co zrobiłeś ?! Wygadałeś mu wszystko !
-Nie powiedziałem niczego dosłownie !
-Ale on nie jest głupi ! Widziałeś , że zrozumiał ! Nienawidzę cię !
-Niall proszę .. pogadamy później
-Wstydzisz się ? To proszę bardzo ! Wszyscy zgromadzeni tutaj muszą wiedzieć iż zakochałem się ! W chłopaku ! Tak dobrze słyszeliście i to nie żart !
-Niall !
-Dobranoc państwu !

Syknął w moją stronę jak wąż gromiąc mnie za moje słowa , lecz ja miałem gdzieś że cała ta banda pijanych ludzi przyglądała się całej szopce którą tam odstawiłem . Może i zachowałem się jak rozpuszczony bachor , ale nie mogłem tak spokojnie udać się z tym do swojego pokoju. Nie mogłem gdyż ból i zawód targały mną jak swoją marionetką. Wkurzony jeszcze bardziej niż chwilę temu wbiegłem po schodach tupiąc nogami wprost do swojego pokoju. Przekręciłem w drzwiach klucz i zrzuciłem z siebie mokre ciuchy rzucając wszystkich co miałem pod ręką . Tak bardzo się zawiodłem . Z szlochem rzuciłem się na swoje łóżko i przepłakując całą noc zasnąłem z wyczerpania.

Liam

Wybiegłem z Jego domu zostawiając Go samego. Sam nie wiem dlaczego uciekłem przecież doskonale znałem swoje uczucia i pragnąłem by między nami mogło być coś więcej , a gdy los podał mi wszystko jak na tacy ja tchórzę i uciekam. Parsknąłem śmiechem pod nosem i ponowiłem swój bieg. Cała droga do domu była jak dziki bieg życia. Moje płuca płonęły żywym ogniem a po policzkach spływały kolejne łzy. Nienawidziłem siebie za swoje zachowanie , nie dałem mu nawet dojść do słowa , a moja wymówka była po prostu żałosna. Ja jestem żałosny. Gdy tylko przekroczyłem drzwi bramy lunął rzęsisty deszcz. Spojrzałem w górę On płacze ..Płacze przeze mnie to była jedna z myśli , która w tym momencie przebiegła przez moją pustą głowę. Prosił mnie bym Go nie zranił ja obiecałem i kilka chwil później bezczelnie złamałem daną obietnicę. Jestem po prostu żałosny. Ruszyłem w końcu chwiejnym krokiem ku drzwiom i gdy już zamierzałem nacisnąć klamkę drzwi z hukiem otworzyły się przede mną a w drzwiach stanęła wysoka kobieta. Spojrzała na mnie tym swoim pytającym wzrokiem , a ja rzuciłem się jej w ramiona mocząc przy okazji jedną z jej idealnych sukni wieczorowych. Byłem tak zajęty swoim wyjściem , że zapomniałem o jej bankiecie , a ona jak na idealną matkę przystało nawet nie wspomniała. Pogłaskała mnie po plecach i zamknęła za mną drzwi prowadząc mnie jednocześnie w stronę schodów na piętro . Cały czas cicho powtarzała , że będzie dobrze chociaż nie wiedziała co się stało. Kochałem ją za to wyczucie i wyrozumiałość. Odchyliła mnie od siebie i spojrzała w moje zapłakane oczy wycierając jednocześnie z moich policzków samotne łzy. Uśmiechnęła się pokrzepiająco i szepnęła cicho jakby bała się , że mnie spłoszy.

-Przebierz się i zejdź na dół i wszystko mi opowiesz , dobrze ?

Pokiwałem tylko potwierdzająco głową i ruszyłem niepewnym krokiem ku górze . Piąłem się po schodach jakbym zdobywał najwyższy szczyt świata lecz moja życiowa energia została mi odebrana . Zachowałem się źle , ale sam nie wiem czemu tak zareagowałem. Nie myśląc o tym wszedłem do swojego pokoju i rzuciłem wszystko na jedną z wielkich puf . Osuszyłem się ciepłym ręcznikiem i wcisnąłem się w swój stary dres i porozciągany sweter natomiast na stopy wcisnąłem swoje ulubione papcie z małpkami. Gotowy zszedłem na dół szurając przy tym jak małe dziecko . Mama czekała na mnie w salonie siedząc na białym puchowym dywanie tuż przed kominkiem z dwoma kubkami. Gdy tylko przekroczyłem linię dzielącą mnie od salonu odwróciła się w moją stronę i poklepała miejsce zaraz obok. Posłałem jej blady uśmiech i usadowiłem się wygodnie jednocześnie biorąc w dłonie kubek , w którym znajdowało się nasze pocieszające kakao z bitą śmietaną i piankami. Uśmiechnąłem się nieznacznie i spojrzałem na mamę. W moich oczach wezbrały kolejne łzy , które nawet nie zawahały się i pobiegły przez moje policzki . Przysunęła się bliżej mnie i objęła matczynym ramieniem . Czułem jak wszelkie złe emocje uciekają ode mnie pozostawiając po sobie spokój i ciszę . Nuciła nad moim uchem nieznaną mi melodię , która powoli uspokajała mój szloch. Gdy tylko ochłonąłem opowiedziałem jej całą historię od wyjścia z domu aż do sytuacji w domu blondyna. Słuchała mnie uważnie co chwilę pomrukując coś pod nosem. Gdy skończyłem swoją opowieść kobieta uśmiechnęła się do mnie i powiedziała.

-Dlaczego uciekłeś ?
-Nie wiem . Bałem się
-Czego się bałeś ? Przecież miałeś wszystko na tacy wiesz o jego uczuciach. Więc w czym problem Liam ?
-Nie bałem się tego.. bałem się że stanie się to samo co w Londynie.
-Posłuchaj mnie synku , nie znam tego chłopaka dobrze , ale nie wydaję mi się by taki chłopak był takim draniem jak Drake. Uważam że Niall to dobry chłopak.
-Wiem mamo, żałuję tego , ale jak ja mu teraz spojrzę w oczy ? Zachowałem się jak szczeniak.
-Kochanie wszystko będzie dobrze. Jeśli wasze uczucia są szczere znajdziecie drogę do siebie prędzej czy później. Miłość nie jest prosta wymaga wielu wyrzeczeń . Ale wasza jest czysta więc poczekaj trochę.
-Dziękuję mamo.
-Nie ma za co , a teraz zmykaj na górę bo już późno.
-Dobranoc

Jakoś ulżyło mi po rozmowie z mamą. Miała rację po mimo mojego złego zachowania kochałem tego chłopaka i nie ma opcji bym stracił swoje paryskie szczęście tak łatwo. Odzyskam to co zniszczyłem. Wspiąłem się po schodach i ułożyłem na swoim łóżku. A w mojej głowie rodził się już plan by odzyskać Nialla.

~~***~~

Hej Kochani ! Podzieliłam rozdział piąty na dwie części . Pierwsza miała na celu opisanie sytuacji oraz wprowadzenie was w ten dzień a druga miała na celu pokazanie wam ich uczuć. Ta część nie należy do najweselszych oraz niestety jest nieco niezrozumiała. Ale uwierzcie mi później będzie tylko lepiej  ;) Mam nadzieję , że ten rozdział również się wam spodobał i czytaliście go z przyjemnością  ;) A jeśli nie to też napiszcie co wam się nie podobało. Mam nadzieję jednak ,że nie zawaliłam tego .  Następny rozdział pojawi się po jakimś tygodniu może półtora gdyż szósty  będzie jakby kolejną częścią tej historii . To co będzie się tam działo będzie opisem po kilku tygodniach . Będzie to już okres jesieni i nowych rzeczy ;) Widzimy się w następnym rozdziale , do zobaczenia !la colère, la haine et de Deception -  złość nienawiść i rozczarowanie .  

sobota, 9 czerwca 2012

Chapter five part one - joie, la folie, l'odeur des corps avec une touche de la vieillesse



Niall
Do moich uszu dobiegł dźwięk budzika , normalnie zapewne grymasiłbym jak małe dziecko lecz dzisiaj jest dzień w którym spotkam się z Liamem i pokaże mu mój Paryż. Ochoczo wyszedłem z łóżka i spojrzałem na zegarek . Godzina , która się na nim malowała wskazywała dopiero świt co oznacza , że mam jeszcze sporo czasu dla siebie i swoich przygotowań. Stopy wcisnąłem w swoje ulubione papcie i powolnym krokiem udałem się schodami w dół. Moim kierunkiem była kuchnia w której krzątał się już Michael. Gdy tylko przekroczyłem przejście z holu do kuchni posłałem mu ciepły uśmiech i skierowałem się w stronę lodówki w celu skonsumowania jakiegoś odżywczego śniadania. Nie mogłem wybrać pomiędzy tostami i naleśnikami więc zdecydowałem się na oba. Wyjąłem potrzebne składniki do przygotowania śniadania i zabrałem się za gotowanie. Kucharz niestety ze mnie marny i to są jedyne rzeczy , które potrafię zrobić i nie spalić przy tym domu. Zaśmiałem się melodyjnie pod nosem co nie uszło uwadze mojego opiekuna , który przyglądał się moim plecom. W duchu odmawiałem wszelakie modlitwy by tylko nie zapytał co jest powodem mojego dobrego humoru gdyż zapewne usłyszałbym jakąś delikatną ripostę w moim kierunku. Jednak moje modlitwy zawiodły mnie i tym razem. Niestety tłumaczenie się z dobrego humoru dziś nie ujdzie mi płazem. Podniosłem oczy ku górze z żalem , a w duchu zapytałem Czy raz w życiu nie możesz mnie wysłuchać ? Patrzyłem tak jeszcze krótką chwilę w nieznanym mi kierunku. Jednakże ta chwila nie trwała długo gdyż mój wuj zaszczycił mnie potokiem słów.

-No blondasku , czemuż to zawdzięczamy dziś twój idealny humor ?
-No..wiesz wuju..wyspałem się , ptaki tak pięknie śpiewają , i naleśniki więc wiesz .
-To jest chyba jedna z najgorszych wymówek jakie w życiu słyszałem oraz tak skomplikowana i bez sensu, że chyba nawet największy filozof miałby z nią nie lada problem. Ale rozumiem , to miłość , rozkwitasz no i jąkasz.

Skwitował swoją wypowiedź donośnym śmiechem , który odbijał się w mojej głowie. Niestety moje ciało zamarło i stałem tam jak ten kołek jeden  i patrzyłem się w miejsce w którym przesiadywał . Jak zwykle rzucił takimi słowami , że nie umiałem mu odpowiedzieć , chociaż i tak by to nie miło najmniejszego sensu. Ale miał rację oczywiście nie w całości , ale jednak miał. Lubię Liama nawet bardzo i czasem myślę, że nawet za bardzo , ale staram się nie rozwijać tego uczucia gdyż wiem , że nigdy nie będziemy razem ponieważ jest to po prostu niemożliwe. Uśmiechnąłem się  blado w przestrzeń i oddałem się w pełni konsumpcji mojego jakże wykwintnego śniadania. Gdy dokończyłem swój posiłek brudne naczynia jak w rytuale opłukałem w zlewie i ułożyłem na metalowych półeczkach w zmywarce , ręce wytarłem w ręcznik kuchenny i udałem się schodami na górę do swojego pokoju. Gdy tylko przekroczyłem próg pokoju machinalnie skierowałem się w stronę szafy. Otworzyłem duże mahoniowe drzwi i zacząłem przeglądać zawartość. Po jakiś trzydziestu minutach wpatrywałem się w nią , że za chwilę ujrzę Narnie i magiczna wróżka poda mi gotowy strój do wyjścia. Niestety ani Narnia ani pomysł na strój nie objawiał mi się. Byłem co raz to bardziej zniechęcony jakimkolwiek wyjściem. Przejrzałem jeszcze raz kilka kombinacji po czym westchnąłem zrezygnowany. Nagle znikąd do moich uszu dobiegł tęgi głos mężczyzny , który nie czarujmy się przyprawił mnie prawię o zawał.

-Ja na twoim miejscu wybrałbym brązowe spodnie i białą bawełnianą koszulę.
-Jezu Drogi ! Michael prosiłem Cię nie skradaj się tak ! Serce prawie z piersi mi wyskoczyło ! Ale dziękuję za radę.

Posłałem mu perskie oko i jak gazela pognałem do łazienki. Gdy tylko znalazłem się w środku zamknąłem drzwi na zamek i zrzuciłem z siebie poranne ciuchy , który automatycznie wylądowały w koszu z brudami. Świeże ciuchy ułożyłem na komodzie , a sam wskoczyłem pod prysznic. Odkręciłem kurek, a ciepła woda oblała moje ciało. Ustawiłem się pod strumieniem ciepłej wody i zabrałem się za kąpiel. Mój czekoladowo-waniliowy żel pod prysznic wtarłem w swoje ciało zamykając nic każdą porę mojego ciała. Następnie włosy , które również skąpały się w zapachu czekolady i wanilii. Piękny aromat tych dwóch składników unosił się w powietrzu razem z parą. Gdy moje ciało było już czyste i pachnące opatuliłem się puchowym ręcznikiem i podsuszyłem lekko włosy. Gdy byłem już suchy ubrałem się w wcześniej przygotowane ciuchy i zabrałem się za układanie włosów.Jak zwykle wszelkie próby ułożenia ich przegrały w przed biegach i pozostały w dobrze wszystkim znanym artystycznym nieładzie. Na udekorowanie swojego wyglądu spryskałem się swoimi ulubionymi perfumami Hugo Boss'a No.6 i wyszedłem z zaparowanego pomieszczenia. Udałem się z powrotem do swojego pokoju , a z niego na balkon. Słońce już dawno wzniosło się ku górze i muskało swoimi promieniami zaspane kamienice nadając im specyficznie magiczny klimat. Oparłem się wygodnie o barierkę i spojrzałem w dół po czym oddałem się przyglądaniu przechodniów. Gnali przed siebie jak szaleni , jakby za chwilę świat miał się skończyć przez co przegapiali na prawdę wspaniałe chwile oraz widoki , które to miasto miało im do zaoferowania. Dziś jestem tym szczęśliwcem , który nie będzie gonił jak dziki. Na dziś wziąłem sobie wolne , chcę mieć jak najwięcej czasu by spędzić go w jego towarzystwie oraz po to by dokładnie pokazać mu miasto , w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia . Teatralnie klasnąłem dłońmi i cofnąłem się do pokoju. Mój wzrok zawiesiłem na elektronicznym zegarku , który wskazywał 8:30 rano . Wskazywał 8:30 ?! Jak za chwilę nie wyjdę z domu spóźnię się ! Jak dziki rzuciłem się na schody i zbiegłem na dół w międzyczasie podrzucając malutką karteczkę na stół. Chwyciłem torbę i wybiegłem z domu . Nie spodziewałbym się , że przygotowanie się zajmie mi tyle czasu ! Dosyć szybkim krokiem zmierzałem ku domowi szatyna. Po dosyć długiej podróży udało mi się i dotarłem na miejsce . Gdy tylko zatrzymałem się by odetchnąć mój oddech był tak szybki i płytki , że ktoś mógłby pomyśleć , że właśnie ukończyłem maraton. Wziąłem kilka głębokich wdechów i nacisnąłem magiczny guziczek. Po melodyjnym dzwonku w drzwiach stanęła kobieta , która jak zwykle wyglądała olśniewająco. Gestem swojej szczupłej ręki zaprosiła mnie do środka i perlistym głosem oznajmiła , że jej syn zaraz zejdzie. Uśmiechnąłem się do niej promiennie po czym kobieta oddaliła się zostawiając mnie samego sobie. Czułem się jakbym grał w jakimś filmie gdzie chłopak czeka na dziewczynę przed balem maturalnym , a rodzice penetrują go wzrokiem. Tylko w moim przypadku to czekałem na chłopaka i nikt nie przenikał mnie wzrokiem. Zaśmiałam się w duchy i skarciłem za tak dziwne myśli. Usadowiłem się wygodnie na jednym z krzeseł i wyczekiwałem pojawienia się szatyna. By się nie nudzić oddałem się jakimś błahym wspomnieniom i myślom.

Liam 

Od bardzo wczesnej godziny starałem się wybrać odpowiedni strój lecz na marne. Jak na upór nie mogłem się zdecydować a była już dziewiąta. Bądź co bądź chce wyglądać dobrze by dobrze wypaść w jego oczach. Mimo , że wiem że między nami nic nie będzie to i tak pragnę mu zaimponować nie tylko wyglądem ale i swoją osobowością. Na każde wspomnienie o nim mój żołądek atakują stada motyli. Nikt nie ma pojęcia jakie to uczucie zakochać się w chłopaku bez wzajemności w mojej sytuacji oczywiście. Westchnąłem i zawiesiłem swój wzrok na ciemno szarych spodniach i koszulce w kolorze pudrowego beżu. Ten strój idealnie oddaje mój chwilowy nastrój.W mgnieniu oka przebrałem się w strój. W między czasie do mojego małego królestwa weszła moja rodzicielka. Spojrzałem na nią wyczekującym wzrokiem ponaglając jednocześnie by powiedziała mi po co się zjawiła.

-Liam, Niall czeka na dole

Puściła mi perskie oko i wyszła z pokoju . Jego imię sprawiło , że moje serce zaczęło skakać z radości i śpiewać arie. Moje policzki zapiekły mnie żywym ogniem , a usta wygięły się w uśmiechu. Zaśmiałem się w duchu za swoją reakcję znów zachowuję się jak Zakochana Nastolatka . Cóż nie moja wina , że on tak na mnie działa. By już nie przeciągać dłużej mojego jakże cudownego spóźnienia zszedłem na dół w pełni gotowy. Gdy tylko wszedłem do kuchni i ujrzałem go moje kolana zrobiły się jak galareta a oddech niebezpiecznie przyśpieszył . Pozwoliłem sobie zlustrować go wzrokiem. Ubrany był ciemne spodnie i białą koszulę , która podkreślała kolor jego oczu oraz  dorodne wypieki na twarzy, włosy jak zwykle sterczały we wszystkie strony co nadawało mi uroku i seksapilu. Żaden chłopak nigdy nie działał tak na mnie. Jego niebieskie oczy jak ocean napotkały moje. Ich głębia sprawiła , że zakręciło mi się w głowie przez co musiałem podeprzeć się o szafkę . Chwilę później jego usta ozdobił najpiękniejszy uśmiech , który był przeznaczony tylko dla mnie. Jego oczy natomiast rozświetliły miliony skaczących iskierek , a policzki zaróżowiły się jeszcze bardziej. Gdy podszedł bliżej poczułem zapach , który spowijał jego ciało. Czekolada i nutka anyżu. Zaciągnąłem się niebezpiecznie mocno tym zapachem i oczarowany nim wydusiłem z siebie kilka słów. Starałem się bardzo by brzmiały naturalnie lecz marnie mi to wyszło.

-Dzień Dobry Niall.
-Dzień Dobry Liam . Gotowy?

Gdy jego idealne usta wypowiedziały moje imię nie byłem już w stanie racjonalnie myśleć. Mój brzuch przekręcał się we wszystkie możliwe strony.Nie odpowiedziałem mu tylko pokiwałem energicznie głową. Jego obecność onieśmielała mnie tak bardzo , że za każdym razem gdy próbowałem wydusić z siebie jakieś słowo mój język robił się odrętwiały i odmawiał posłuszeństwa. W końcu udało mi się jakoś ochłonąć i byliśmy gotowi do drogi. Przez całą naszą podróż na rynek miasta nasze ramiona ocierały się o siebie od czasu do czasu wprawiając mnie tym w zakłopotanie. Naszej podróży towarzyszył jego monolog. Nie chciałem go przerywać więc się nie odzywałem. Chłonąłem jego słowa , ponieważ jego głos był tak przyjemny dla ucha . Jego głosu mógłbym słuchać do końca świata i o jeden dzień dłużej. Był tak delikatny , a jednocześnie przepełniony pasją i entuzjazmem przez co jego opowieści były ciekawe i wprawiały w magiczny nastrój. Jego proste opowieści przeradzały się w nowe bardziej magiczne ubranie dla Paryża. Nieświadomie i nieprzemyślenie z moich ust wyrwało się zdanie.

-Nigdy nie słyszałem by ktoś tak mówił o mieście.
-Dzię-Dziękuję.

Zarumienił się i powrócił do swojego monologu. Przez całą naszą podróż nie odezwałem się ani razu. Paryż jego oczami był dużo ciekawszy i piękniejszy. Przyglądałem mu się chłonąc jego obraz jakbym widział go po raz ostatni. Po naszych podróżach starymi ścieżkami dotarliśmy na puste wzgórze. Zaciekawiło mnie to gdyż na końcu stała jedna samotna ławeczka i stara poręcz. Podeszliśmy bliżej krawędzi. Widok , który ujrzałem wprawił mnie w osłupienie . Z tego wzgórza widziałem całą panoramę miasta. Moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki , a z ust wyrwał się jęk zadowolenia i zachwytu. Spojrzałem podekscytowany na chłopaka i uśmiechnąłem się szeroko. Jego oczy przyglądały mi się z delikatnością i czułością wymalowaną w tych niebieskich tęczówkach. Jego czuły wzrok topił mnie od środka. Moje serce zrobiło kilka niebezpiecznych podskoków , a dłonie delikatnie się spociły. Staliśmy tam we dwójkę spoglądając sobie w oczy mając jednocześnie za sobą całe miasto, które kąpało się w promieniach zachodzącego słońca. Uśmiechnąłem się nieśmiało w jego stronę co odwzajemnił , odwzajemnił lecz pewniejszym uśmiechem. Przybliżyliśmy się do siebie jeszcze bliżej , a nasze twarze dzieliły centymetry. Moje serce waliło jak młot w mojej klatce piersiowej. Zbliżaliśmy się powoli przyglądając się każdemu ruchowi. Byliśmy już prawie u celu gdy z daleka rozległ się głos strażaka.

-Chłopcy oddalcie się od tej barierki , to niebezpieczne.

Jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie i ruszyliśmy w drugą stronę. Tak bardzo żałowałem , że on się tam pojawił. Było już tak blisko ! Westchnąłem pod nosem i ruszyłem zaraz za blondynem w dół wzgórza. Niebo pokryło się już pojedynczymi gwiazdami , a słońce chowało się za budynkami. Na tle tego słońca stał strażak z swoim wozem i majstrował coś przy barierce. Tak bardzo żałuję, że pojawił się w tym miejscu. Całą drogę do domu Nialla przebyliśmy w ciszy. Nasze policzki ozdobione były dorodnymi rumieńcami , a usta zaklejone na amen. Żaden z nas nie powiedział nawet słówka. Koniec końców dotarliśmy do domu blondyna i weszliśmy do środka gdzie wystawa trwała już w najlepsze . Tłum ludzi jaki tam się zebrał był porażający. Wszędzie stały rzeźby i obrazy . A co jeden to piękniejszy. Nie mogłem oderwać wzroku od tych dzieł. Wszystko było tak piękne i tak realistyczne , że miało się wrażenie , że obrazy i rzeźby żyją swoim własnym życiem. Po drodze zgubiłem gdzieś Nialla. Bezradnie rozejrzałem się wokół lecz nikogo nie ujrzałem znajomego . Usadowiłem się na jednej z wielu ławek ogrodowych i spojrzałem w niebo , które usłało się już migoczącymi gwiazdami. Patrzyłem w nie tak zafascynowany , że nawet nie zorientowałem się gdy obok mnie usiadł mężczyzna Przerwał moje przemyślenia swoim twardym głosem.

-Ty jesteś zapewne Liam ?
-Tak..
-Jestem Michael jestem opiekunem Nialla.
-Miło mi pana poznać.
-Proszę mów mi po imieniu.
-Oczywiście.
-Powiedz mi Liam, jaki według ciebie jest Niall ?
-Dlaczego pytasz ?
-Z ciekawości

Zamyśliłem się. Jaki on jest ? Tyle określeń kłębiło mi się w głowie , że nie mogłem wybrać jednego odpowiedniego, a nie chciałem zanudzić Go swoim wywodem. Po długim namyśle odrzekłem w końcu.

-Niall jest wyjątkowy.
-Tak to racja. Zaopiekuj się nim i nie zrań go proszę cię.
-Oczywiście , nie śmiałbym nawet.
-Miałem na myśli byś nie złamał mu serca chłopcze.

Zamurowało mnie. Tak po prostu wbiło mnie w ławkę. Mężczyzna odszedł i zostawił mnie samego. Ja złamać mu serce? Czy to znaczy , że on czuje to samo co ja ? Nie przecież to nie możliwe . A co jeśli jednak ? Moje myśli wariowały. Nie mogłem się skupić.

Niall

Stałem za ścianą i wsłuchiwałem się rozmowę mojego wuja i Liama. Dosyć długo rozmawiali czysto formalnie lecz mój wuj jak zwykle nie mógł się oprzeć i musiał palnąć coś. Mimo wszystko zaciekawiło mnie to więc wsłuchałem się dokładniej. Liam uważa że jestem wyjątkowy ? Moje serce zabiło jak szalone . A dzisiejsza sytuacja na wzgórzu sprawiła , że tylko umocniłem swoje uczucia i przekonania .Jednak chwilę później zdębiałem ..Jak on mógł mu powiedzieć coś takiego ?! Jak ja teraz spojrzę mu w oczy ?! Czy Michael postradał na starość zmysły ?! Moje myśli były jak jedna wielka bomba. Miałem wrażenie , że zaraz wybuchnę.Po chwili przeszedł koło mnie mój wuj i szepnął w moją stronę jak gdyby nigdy nic .

-Sam byś docierał do tego latami Niall. Nie miej mi tego za złe.

Nie mieć mu za złe ?! Zwariował ! Moje serce waliło jak oszalałe , a po plecach płynęły strużki potu. Adrenalina jednak wzięła górę i wyszedłem na ogródek wymawiając jego imię.

-Liam..

~~***~~
Rany ! Tak strasznie Was przepraszam ! Ja wiem , że rozdział miał pojawić się dużo wcześniej , ale na prawdę nie miałam czasu by przysiąść do tego i stworzyć coś w miarę dobrego. Mam nadzieję , że tym rozdziałem odkupiłam nieco swoje winy. Nie obiecuję kiedy pojawi się następni musicie być po prostu cierpliwi . Jeszcze raz Was przepraszam .joie, la folie, l'odeur des corps avec une touche de la vieillesse -  zachwyt, szał, zapach ciał z nutką starości
C.D.N

środa, 23 maja 2012

Rozdział czwarty- de nouveaux commencements

brzmię zapewne jak nałogowy wyciągacz komentarzy lecz proszę jeśli to czytasz skomentuj chcę poznać twoją opinię. Komunikator służy do informacji i pytań :) 
Liam
Dwa tygodnie. Dokładnie tyle minęło od  ''naszego'' spotkania .Od tych dwóch tygodni moje myśli bezkarnie odwiedza i żegna blond szczęście . Przez dwa tygodnie mojej ciągłej choroby mogłem bezkarnie napawać się myślami o Nim i nie zostać na tym przyłapanym . Każdego ranka wyczekuję tego magicznego dzwoneczka , który ma obwieścić że dzisiaj świeża dostawa mleka i emocji dotarła do mych drzwi . Każdego ranka gdy na zegary ciśnie się dziewiąta rano moje serce wręcz skacze z radości . A gdy tylko dźwięk niesie się echem ciepłym po domu zbiegam jak dziki potykając się o własne nogi oraz koc , który mi zawsze towarzyszy gdy jestem chory . I wtedy otwieram szczelnie zamknięte drzwi i mogę podziwiać chodzące blond Paryskie szczęście . Letni wiatr owiewa jego ciało i kieruje ku mnie mieszankę jego perfum z zapachem pól i trawy, wtedy właśnie przestaję trzeźwo i racjonalnie myśleć .Wtedy pragnę rzucić się w jego ramiona i tak po prostu chłonąć ten zapach,pragnę go zatrzymać tylko dla siebie i choć wiem,że to nierealne i egoistyczne to wciąż o tym marzę .Każdego ranka tak przybywa lecz właśnie dziś jest dzień , dzień w którym punktualnie o dziewiątej nie rozbrzmiał dźwięk dzwonka i nie ujrzałem swojej osobistej dawki szczęścia .Tego ranka nie było mi dane ujrzenie Go, nie było mi również dane słuchanie jego historii,które wręcz ociekały emocjami, jego subtelny głos nie może pieścić mych uszu, a wzrok nie może zapamiętać tego świeżego uśmiechu .Niebezpiecznie kręciłem się po łóżku w celu utworzenia nowej zaskakująco wygodnej pozycji .Kilka chwil po tym do mych drzwi dobiegły dźwięki obcasów odbijających się od panel na podłodze, sekundę później donośne pukanie rozsadzało mi mahoniowe drzwi .Szepnąłem krótkie i beznamiętne proszę z nadzieją, że być może napastnik się rozmyśli i odejdzie w nieznane .Niestety moja wyobraźnia znów mnie zawiodła .W drzwiach do mojego pokoju stanęła wysoka szatynka ubrana w biznesowy strój z tacą w ręku . Jak zwykle będzie próbowała we mnie wcisnąć te okropieństwa, a jej strój tylko mi przypomina o tym, że zostanę zaraz sam na kilka godzin . Uśmiechnąłem się do niej wymuszonym uśmiechem i usunąłem tak by mogła wygodnie usiąść obok . Jej chłodna dłoń musnęła moje czoło oraz policzki. Podała mi tabletki i pożegnała się ze mną przesyłając mi całusa.Leżałem tak nieco zaskoczony jej ''gadatliwością'' jednak dziękowałem magicznym istotkom za uratowanie mnie od kolejnego nużącego wykładu na temat mojej nieodpowiedzialności .Samotna podróż po nieznanym mi mieście, bez wcześniejszego skonsumowania odpowiedniego śniadania skończyła się odwodnieniem i osłabieniem.Przez co również rozchorowałem się.Dwa tygodnie w domu podczas gdy za oknem słońce przyjemny wietrzyk i trawa oraz ten błękit nieba są najgorszą torturą dla nastolatka ! Zebrałem w końcu wewnętrzne siły i wygramoliłem się z łóżka.Oczywiście kocyk towarzyszył mi w mojej podróży do łazienki,gdyż po prostu gdy się źle czuje nie ruszam się bez niego.Po odbyciu orzeźwiającej kąpieli opatuliłem się swoim przyjacielem i spełzłem na dół jak jakiś gad.Gdy moje obolałe tyły dotknęły drewna z moich ust porwał się jęk.Niezadowolone kości trzaskały i dawały o sobie znaki, rozmasowałem je delikatnie i podniosłem się gdyż było to nie do wytrzymania.Skonsumowałem swój lichy posiłek i usiadłem wygodnie na kanapie w salonie.Wpatrywałem się w skaczących mini ludzi w ekranie telewizora z beznadziejnym politowaniem i znudzeniem.Jak na upór nic ciekawego w czarnym pudle nie ma.Wstałem i przeszedłem się przez hol.Gdy usłyszałem szczeknięcie mojego przyjaciela od razu znalazłem się przy szybie drzwi z lustra weneckiego. Ja widzę to co dzieje się na zewnątrz nikt nie widzi tego co dzieje się wewnątrz.Niestety gdy wyjrzałem z utęsknieniem za okno niczego nie ujrzałem, oczywiście prócz psa goniącego ptaka.Usadowiłem się wygodnie obok jednej z komód i czekałem dzwonka.Czekałem i czekałem , najwidoczniej czekałem tak długo aż zasnąłem.Nie mam pojęcia ile spałem lecz czułem,że za chwilę ktoś pozbawi mnie ramienia by tylko mnie dobudzić.Otworzyłem delikatnie powieki lecz obraz był zbyt nie wyraźny by stwierdzić któż to.Nie myśląc zbyt wiele szepnąłem Niall? Lecz w odpowiedzi nie uzyskałem jego słodkiego głosu tylko donośny chichot mojej matki.Otworzyłem szerzej oczy i ziewnąłem przeciągle niczym kot.Skarciłem zapłakaną ze śmiechu rodzicielkę wzrokiem i podniosłem się z podłogi jednocześnie zmierzając do kuchni.Za sobą słyszałem jej delikatne kroki i ciche pomruki śmiechu przemykającego przez jej usta.Westchnąłem i usadowiłem się na niezmiernie nie wygodnych drewnianych krzesłach barowych.Ułożyłem swoje opalone dłonie i utkwiłem wzrok w kuchennych meblach,które jak się okazuję są nadzwyczaj interesujące, gdy nie chce się słuchać pytań.Jednakże moja matka zignorowała moje zainteresowanie naszym umeblowaniem i usadowiła się na wprost mnie.Wlepiła we mnie te swoje przenikliwe szaro-bursztynowe spojrzenie i wyczekiwała jakiegoś nagłego wybuchu zwierzeń.Jednakże rozmowa z moją mamą na temat spraw sercowych i westchnień do mężczyzn jest niemniej krępująca.Zawdzięczam jej wiele bo w zasadzie dzięki niej jestem kim jestem.Nie tułam się po rowach brudny i zachlany na amen oraz nie jestem wrednym nastolatkiem upokarzającym innych na każdym kroku.Ta kobieta jest osobą silną i dominującą, ufam jej jak nikomu.Bo to ona jako jedyna z rodziny zaakceptowała moją odmienność.Z moich nostalgicznych przemyśleń wyrwał mnie jest matczyny zatroskany głos.

-Więc skarbie kim jest owy Niall, który bezczelnie nawiedza twoje myśli i sny ?

Niemalże udławiłem się pochłanianym przeze mnie owocem , gdy z jej ust wydobyło się jego imię, które swoją drogą brzmiało dość zabawnie.Spojrzałem na nią delikatnie przerażonym wzrokiem i usadowiłem się wygodnie.Zastanawiałem się jak bezpiecznie wybrnąć z tej rozmowy.Stwierdziłem, że krótka i rzeczowa odpowiedź powinna być idealna.

-Znajomym mamo.
-Błagam Cię.Liam synu kogo ty chcesz oszukać?Nie szepczesz  imion swoich znajomych przez sen z takim namaszczeniem.
-No dobrze wygrałaś , pozwól że poprowadzę swój monolog i ani mi się waż go przerwać bo nic więcej Ci nie zdradzę.
-Oczywiście, buzia na kłódkę i zamieniam się w słuch .

Jak zwykle odstawiła tą całą szopkę z zamykaniem ust na klucz i wyrzucaniem go za siebie.Przewróciłem oczami i niechętnie zacząłem swój monolog.Ciągnąłem go w nieskończoność , miałem wrażenie że moja wypowiedź na temat tego blondyna nie dobiegnie końca.Opowiadałem jej każdy szczegół. Oddałem się temu monologowi, wypowiadałem się całym sobą. Gdyż beztroskie omówienie jego osoby było niemożliwe.Intrygował mnie na każdym kroku, więc i moja wypowiedź była nieco zawiła.Jednakże moja mama słuchała mnie jak zaczarowana przez co musiałem co chwile upewniać się czy aby na pewno mnie słucha.Ta tylko machała ręką bym kontynuował. Więc ja posłusznie ciągnąłem swoją wypowiedź.Jednak gdy ona dotarła do końca na jej twarzy malowało się zdziwienie i rozmarzenie?Tak te dwa określenia oddawały idealnie wyraz jej twarzy.Przyglądałem się jej niepewnie i w zasadzie oczekiwałem najgorszego, natomiast z jej ust wydobył się cichy szept słów.

-Nigdy nie słyszałam by ktoś tak pięknie mówił o miłości Liam.Każde słowo,które wypowiadałeś miało dla Ciebie wielkie znaczenie, a Jego imię dla Ciebie jest jak świętość.Jeśli się zakochałeś proszę bądź ostrożny nie chcę znów słyszeć twojego łkania w poduszkę.
-Ma..
Nie dokończyłem.Nie musiałem.Doskonale wiedziałem co miała na myśli.Wiedziałem jak bardzo przeżyła moje załamanie i depresję oraz popadanie w anoreksję.Bez słów podniosłem się i chwyciłem miskę z ciasteczkami po czym ruszyłem do swojego pokoju.Usadowiłem się wygodnie na materacu i oddałem ciasteczkowemu zatraceniu.Siedziałem tam tak i pochłaniałem kolejne ciastka.Nagle u drzwi rozbrzmiał dzwonek.Odczekałem chwilę z nadzieją,że moja rodzicielka otworzy drzwi lecz niestety mogłem tak siedzieć i łudzić się dalej.Zarzuciłem na siebie bluzę i pomaszerowałem pewnie w dół.Zajrzałem do pokoju kobiety i ujrzałem tabletki nasenne, no tak nie sypia najlepiej ostatnio.Przymknąłem drzwi by jej nie obudzić i podszedłem do drzwi.Przekręciłem zamki i otworzyłem drzwi.Przed sobą ujrzałem moje osobiste kieszonkowe szczęście.Przełknąłem głośno ślinę i posłałem ku niemu swój najlepszy uśmiech.Wyszedłem na zewnątrz a do moich nozdrzy dobiegł zapach piżma i drożdży.Pachniał nutką złego chłopca i ciasteczkowego potwora.Usadowiłem się na wiszącej ławce i poklepałem bezgłośnie miejsce obok.Blondyn w podskokach znalazł się obok i usadził się wygodnie obok.Jego wzrok niebezpiecznie krążył w boki.Miałem chwilę dla siebie by móc mu się przyjrzeć.Dziś wyglądał inaczej, profil słodkiego blondyna zastąpił poważny chłopiec.Jego nadzwyczaj różowe policzki przybrały barwę dorodnych buraków,a oczy odbijały beznamiętnie światło gwiazd.Jego delikatna cera idealnie odbijała się od białej koszulki.Było w nim coś mrocznego coś przemieszanego z słodyczą lecz nie mogłem tego określić.Gdy jego wzrok napotkał mój przez moje ciało przebiegło stado dreszczy, a nagły ziąb zniknął pod falą gorąca.Poczułem jak moje policzki zaczynają mnie piec.Jego wzrok był zamglony i tajemniczy.No właśnie tajemniczość przemieszana z słodyczą dziś mu towarzyszyła.Bądź co bądź jego nowy wygląd przyprawiał mnie o palpitacje serca, a oddech niebezpiecznie się urywał jakby ukończył maraton.Jego włosy przeplatane były smugami wiatru a po ustach błąkał się nieśmiały uśmiech.Moje policzki nabrały jeszcze bardziej różowego koloru.Jego dłoń jakby kierowana impulsem musnęła mój policzek.Przymknąłem oczy.Delektowałem się tą chwilą.Chłonąłem go każdą porą swojego ciała.Tą cudownie czułą chwilę przerwał jego szept.

-Liam..dobrze się czujesz ?Jesteś rozpalony.Nie powinieneś przebywać na dworze
-Nic mi nie jest , ale jeśli się tak upierasz to zapraszam do środka.

Gdybyś tylko blond chłopcze wiedział,że to przez ciebie rozpalony jestem uciekłbyś szybciej niż przyszedł.Otworzyłem drzwi i zaprosiłem gestem ręki chłopaka do środka.Rozejrzał się wesoło i czekał aż znajdę się w domu i zamknę drzwi.Pokierowałem się do salonu a jego sylwetka zaraz za mną.Usadowiliśmy się na wygodnej kanapie i spoglądaliśmy nerwowo co chwila w swoim kierunku.Nie mogłem znieść tej zagęszczającej się ciszy więc nawet nie myśląc wypaliłem.

-Dlaczego rano się nie zjawiłeś ?Czekałem.

Po ostatnich słowach niebezpiecznie szybko zakryłem sobie usta dłonią.Te słowa nie miały ujrzeć światła dziennego w mojej samotni a co dopiero w jego obecności ! Lecz stało się co się stało czasu nie cofnę.Spodziewałem się jak zwykle najbardziej czarnego scenariusza jednak on znów okazał się kolorowy.

-Przykro mi ,że musiałeś czekać lecz miałem dodatkowy etat w cukierni i nie mogłem rozwieść mleka.
-Nie..Nie szkodzi, nie czekałem aż tak długo znowu.

Kogo ja próbuję oszukać ? Czekałem pół dnia na jego drobną osobę,na jego uśmiech, i perlisty śmiech, na spojrzenie przeznaczone tylko dla mnie.O czym ja do diabła myślę ?! Liam opanuj się skarciłem się w myślach.Lecz niestety co ja na to poradzę,że w jego towarzystwie czuję się jak Zakochana Nastolatka.Spojrzałem niepewnie na niego lecz on przyłapany na patrzeniu na mnie rozbiegał wzrok na meble.Westchnąłem pod nosem co niestety nie uszło uwadze blondyna.Atmosfera między nami napinała się oraz dało się wyczuć unoszące się w powietrzu uczucia.Jak na życzenie w salonie zmaterializowała się postać mojej matki. Zbawieniem jesteś kobieto ! krzyknąłem do siebie w myślach i posłałem matce pokrzepiający uśmiech.Ta tylko uśmiechnęła się i puściła mi perskie oko po czym zwróciła się do naszej dwójki nieco przesłodzonym głosem.

-Chcecie herbatki ?

Chłopak podskoczyła jak poparzony i podszedł do mojej mamy i z gracją wypowiedział każde słowo.

-Witam.Nazywam się Niall Horan.
-Miło mi cie poznać Niall. Nazywam się Amber Payne i jestem mamą Liama.To chcecie tej herbatki ?
-Tak mamo chcemy.
-Proszę to dla Pani.
-Dziękuję.

Po tych słowach kobieta zniknęła w kuchni,a my znowu oddaliśmy się tej głuchej ciszy.Gdy on tak siedział bezbronny i speszony poczułem potrzebę przytulenia się do niego.Więc tak po prostu wtuliłem się w niego.Moja policzki zapiekły mocniej a serce zabiło szybciej.Z jego ust wyrwało się tylko ciche Och  przeznaczone tylko dla moich uszu.Przytulony do niego kreśliłem w powietrzu przeróżne wzory.Nie mogłem dłużej siedzieć tak cicho.To nie ten chłopak, który swoim entuzjazmem zawojował moje myśli.

-Liam?

Po jego słowach wyskoczyłem z jego objęć i bezpiecznie usadowiłem się obok czekając na kolejny potok słów lecz niestety nadal głucha cisza. Raczyłem w końcu obdarzyć go odpowiedzią. Oboje byliśmy nieco zaskoczeni  moim nagłym zapotrzebowaniem na uściski więc nadal byliśmy spięci a każde słowo paraliżowało nas.

-Tak ?
-Bo wiesz..Ja..Ja chciałbym..to znaczy mój wu..ojciec organizuje wystawę swoich dzieł ..i ...i później będzie uroczysta kolacja no i on powiedział..że mogę zabrać kogoś i wiesz...bo ..em..
-Z przyjemnością ci będę towarzyszył.
-Na..Naprawdę ?
-Oczywiście.
-Przy okazji mógłbym ci pokazać mój Paryż.
-Z przyjemnością.

Wymieniliśmy się uśmiechami i ruszyliśmy do kuchni.Jak się okazało moja mama była tak zaabsorbowana ciasteczkami Nialla,że zapomniała o nas i naszej herbatce.Porozmawialiśmy jeszcze trochę lecz czas w dobrym towarzystwie ucieka jak piasek przez palce.Musieliśmy się pożegnać.Odprowadziłem chłopaka do bramki i pożegnałem się przyjaznym uśmiechem i cichym Do zobaczenia. W podskokach wróciłem do domu i wchodząc po schodach usłyszałem cichy lecz stłumiony przez śmiech szept kobiety.

-Lubimy Go chyba nieco bardziej niż TYLKO dostawcę mleka.Dobranoc !

Zaśmiałem się głośno i w skowronkach wskoczyłem do swojego pokoju , odprawiłem swój nocny rytuał i zasnąłem w objęciach mojej poduszki. Zdecydowanie nie mogę doczekać się jutrzejszego dnia.

~~***~~
Witajcie ! Stęskniłam się za Wami,a komentarze pod ostatnią notką wypełniły mnie pewnością.Postarałam się dla Was z tym rozdziałem jest znacznie dłuższy niż poprzednie mam nadzieję,że jego długość chociaż minimalnie zrekompensuje Wam moją nieobecność.Mam również nadzieję,że mogę nadal liczyć na waszą szczerą opinię.Jeśli chcecie bym Was informowała o kolejnych rozdziałach polecam pozostawić Nick Twitter'a lub jeśli go nie posiadacie numer gadu-gadu.W górnym prawym boku znajduje się komunikator gg przez który możecie się kontaktować ze mną gdy jestem dostępna. Oczywiście jeśli nie posiadacie konta na blogspocie możecie napisać komentarz jako anonim i podpisać się numerem gadu lub twitter'em.Mam nadzieję,że rozdział się podobał.Niestety nie wiem kiedy ukaże się rozdział numer pięć.Mam nadzieję,że niebawem.Tak więc widzimy się w następnym rozdziale ! Do zobaczenia ! Życzę wszystkim miłego wieczoru :)[ Za wszystkie niedopatrzone błędy niezmiernie przepraszam !]
Agnieszka.
**
de nouveaux commencements -nowe początki.[nie uczę się francuskiego :)]

wtorek, 22 maja 2012

Witam ?

Witajcie po dość długiej przerwie.Piszę tutaj do Was ponieważ nie jestem zbytnio pewna tej historii , może jest to historia ponad moje siły ? Czy jest ona w ogóle ciekawa ? Czy pisanie jej ma jakikolwiek sens ?  Bo wiecie dosyć często mnie nachodzą takie myśli i nie chciałabym umieścić tutaj czegoś co okaże się totalną klapą a w moją stronę popłyną kolejne hejty anonimowych ludzi. Więc proszę Was byście pod tą notką wyrazili swoje zdanie na temat tej jak na razie krótkiej historii .

Oraz nie nie mam braku weny , pomysł jest tylko zmagam się ostatnio z wieloma hejtami dotyczących  moich opowiadań i powoli tracę sens pisania oraz co raz częściej po prostu boję się cokolwiek napisać na blogu. Mam jednak nadzieje, że są tutaj czytelnicy którzy chociaż z malutką niecierpliwością wyczekują powrotu tej historii .Więc mogę spokojnie powiedzieć, że pracuję nad kolejnymi rozdziałami w wolnych chwilach , spisuje wszystkie świeże pomysły by później spisać je tutaj w jedną całość i pokazać Wam . A także wkładam w tą historię swoje serce i chcę wiedzieć czy styl pisania  jest odpowiedni, bo uwierzcie mi nie chce Was tutaj zanudzić bądź opublikować Wam historii , która równie dobrze mogłaby stać się nudną lekturą której nikt nie chce czytać . Tak więc proszę o odpowiedzenie na kilka pytań z mojej strony w komentarzu :)

!.Czy opowiadanie jest ciekawe ?
!.Czy podoba ci się historia Niama ?
!.Co powinnam zmienić ?
!.Co sądzisz o stylu pisania ?
!.Z chęcią czytasz kolejne rozdziały ?
!.Czy uważasz, że powinnam zaprzestać kontynuowania tej historii ?

Odpowiedzcie na te kilka pytań , pozwoli mi to nieco rozjaśnić moją aktualną sytuację. Oraz jeśli czytasz ta historie i twierdzisz, że jest nawet ciekawa proszę o skomentowanie. Wolę przeczytać krytykę w postaci '' mało ciekawe i niewarte przeczytania '' niż '' proszę cię strać się dziecko , umrzyj , przestań to już kur*** pisać bo się nie nadajesz , jesteś daremna itp itp itp '' tak więc proszę o szczerą opinię w miarę kulturalny sposób :)

Zawsze dla Was pisząca - Agnieszka [ @CallMeMsHoraan]

wtorek, 8 maja 2012

Informacja

Witajcie . Z wielkim nieskrywanym smutkiem muszę już na początku tego bloga zawiesić jego działalność . Jest mi strasznie przykro , ponieważ być może większość z Was właśnie zawiodłam . Zawieszenie tego bloga nie jest spowodowane brakiem chęci do pisania lecz faktem iż mój stan zdrowia jest kruchy a jest maj i niestety muszę zaliczyć wszelkie zaległości . Niestety nie pogodzę wizyt u lekarzy obowiązków domowych szkoły nauki oraz tworzenia rozdziałów . Wybaczcie mi to , mam nadzieję także że zrozumiecie moje położenie w tej sytuacji . Obiecuję , że postaram się wrócić do Was jak najszybciej , ponieważ nie wyobrażam sobie życia bez tworzenia dla Was . Jesteście wspaniałymi czytelnikami . Dziękuję Wam za ilość wyświetleń za obserwatorów oraz za taką ilość komentarzy ! Nie spodziewałabym się , że dostanę chociaż 5 a tu takie miłe zaskoczenie . Dziękuję także jednemu czytelnikowi płci męskiej za czytanie tej historii :) Jeszcze raz Wam dziękuję i przepraszam . Zrozumcie mnie . Obiecuję wrócić tutaj jak najszybciej ! Do zobaczenia już niebawem !
Agnieszka [@CallMeMsHoraan]

piątek, 4 maja 2012

Chapter Three - Mon secondo moi- même?


zapraszam do notki pod rozdziałem 
Niall
Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się bym tak reagował na kogoś tej samej płci . Nigdy nie zarumieniłem się na widok chłopaka , a także nigdy nie obdarzyłem takim spojrzeniem. Przez wszystkie lata żadna dziewczyna nie została obdarzona przeze mnie takim wzrokiem jak dziś ten niepozorny chłopak . Lecz gdy tylko przypomnę sobie jego uśmiech oraz te przenikliwe brązowe tęczówki to uśmiech sam się ciśnie na usta . Można rzec , że z piskiem opon opuściłem posesję bruneta i cały w skowronkach przemierzałem mniej ruchliwe boczne uliczki Paryża . Droga mijała mi z zabijającą prędkością , delikatny letni wietrzyk rozwiewał moje niesforne blond kosmyki  , a oczy zamieniały się w cienkie linki gdyż promienie słońca atakowały je swoim blaskiem . Gdy byłem już w połowie drogi i mijałem pobliskie pola zatrzymałem się na chwilę by zaczerpnąć powietrza i odpocząć . Podniosłem oczy ku górze a moje policzki zatopiły się w słonecznej kąpieli , natomiast oczy ujrzały bezkresny błękit oraz leniwe obłoczki przesuwające się od czasu do czasu prowadzone delikatnym wietrzykiem . Żar lejący się z nieba dawał się wszystkim we znaki , dało się słyszeć jak kamienne uliczki skwierczą od nadmiaru ciepła . To lato jest zdecydowanie jednym z najgorętszych jakie tutaj zagościło . Usadowiłem się wygodnie na siodełku i ruszyłem dalej by mieć tą podróż już za sobą. Po dosyć długiej podróży dotarłem na miejsce , zszedłem z roweru i odstawiłem go w swoje wyznaczone miejsce . Poczułem jak małe kropelki potu utworzyły opaskę na moim czole . Mozolnym ruchem dłoni otarłem je i wspiąłem się po schodach ku górze . Wyjąłem klucze i otworzyłem drzwi , do moich nozdrzy dobiegł zapach wanilii pomieszany z  nutką kwiatową .Uwielbiałem ten zapach , był delikatny i kojący . Zaciągnąłem się powietrzem jeszcze kilka razy i rozejrzałem się po mieszkaniu lecz niestety nie było mi dane by zastać mojego opiekuna . Westchnąłem bezgłośnie . Nie myśląc dużo więcej podążyłem po schodach na górę i ciągnąc za sobą nogi rzuciłem się na łóżko . Gdy moje zmęczone ciało dotknęło miękkiego podłoża odczułem błogi spokój . Nie pomyślałbym nigdy , że ciepło może człowieka tak wykończyć . Wpatrywałem się tępym wzrokiem w biały sufit , który jak zwykłe okazał się wspaniałym słuchaczem moich bezgłośnych myśli .Przewróciłem się na brzuch , miałem wrażenie jakby moje ciało wzdychało z rozkoszy. Rozbawiło mnie moje stwierdzenie , a mój stłumiony śmiech odbił się od ścian . Próbowałem opustoszyć swoją głowę do cna lecz to było niemożliwe , gdy tylko starałem się nie skupiać nad niczym pojawiał  się on. Brunet  bez zaproszenie wchodził w moje myśli i nie pozwalał mi się skupić .  Jego kręcone włosy rozwiewane przez wiatr , ciało muskane promieniami słońca , oczy koloru kawy oraz te blado różowe usta , a cały ten widok dopełniały idealnie wyrzeźbione mięśnie brzucha . Moja dłoń od razu powędrowała na brzuch i niestety nie zastała tam niczego ciekawego . Syknąłem pod nosem.Nie chciałem tego , nie chciałem ciągle o nim myśleć ! Przecież to jest dziwne bym myślał o nim w takich kategoriach . Potrząsnąłem gwałtownie głową i wydałem z siebie krzyk . Odreagowałem . Tak to było mi potrzebne . Zawsze tłumię w sobie wszelkie problemy oraz emocje , czasem trzeba dać im upust .Od zawsze lubiłem dziewczyny , fakt nie przebierałem w nich jak w mandarynkach lecz ja po prostu czekałem na tą jedyną . I nagle pojawia się chłopak , który skrada moje myśli . Westchnąłem , nie miałem siły by z tym walczyć , gdy tylko siłowałem się z tymi myślami on się pojawiał silniej . Czy ja mam drugie ja ?. Podniosłem się do pozycji siedzącej i przetarłem oczy , przetoczyłem się na drugi bok w celu dostania się do drzwi balkonowych . Gdy już udało mi się zrobić kilka kroków wprzód poczułem jak moje ciało z ogromną prędkością zderza się z podłogą . Syknąłem z bólu i szukałem przyczyny mojego upadku . Zamglonym wzrokiem rozglądałem się gdy nagle dostałem cudownego olśnienia . Moim oczom ukazała się mała skrzyneczka z zielonymi sadzonkami kwiatów , a obok leżała mała karteczka . Chwyciłem ją i pochłonąłem jej zawartość .

Witaj Niall. Jak czytasz tą karteczkę to moja przesyłka dotarła do ciebie cała i zdrowa . Podsyłam Ci nowe sadzonki . Zaopiekuj się nimi i dbaj o nie . Całuję. Kwiaciarka. 

Uwielbiałem tą starszą panią . Nikt nie kochał kwiatów tak jak ona , to ona nauczyła mnie wszystkiego co wiem o swoich roślinkach . Podniosłem skrzyneczkę i wyniosłem ją na balkon do zaszklonej części i spryskałem delikatnie ich zielone listki . Uśmiechnąłem się i pożegnałem z swoimi zielonymi przyjaciółmi .Odświeżyłem się szybko i dzikim pędem rzuciłem się po schodach w dół w między czasie pozostawiając małą karteczkę dla Michaela . Zamknąłem drzwi i tym razem na piechotę udałem się do pobliskiej cukiernio-kawiarni w której pracuję . Wszedłem na zaplecze i wyciągnąłem swój uniform z małej metalowej szafki pomalowanej na obskurną czerwień i ubrałem go . Gdy już byłem gotowy a biały fartuch był niedbale przewiązany na moich biodrach udałem się do wnętrza . Gdy tylko przekroczyłem próg moim oczom ukazał się całkiem przyjemny widok . Ludzie pragnący chwili odpoczynku . Uśmiechnąłem się do pozostałej części personelu i zacząłem zbierać zamówienia . Z każdą kolejną godziną ludzi przybywało , a mnie zaczynało brakować rąk . Gdy udało mi się jednak wszystkie filiżanki usadowić na tacy a talerzyki bezpiecznie trzymać w dłoni ruszyłem przed siebie . Jednak po chwili usłyszałem krzyk '' Niall ! Uważaj ! '' Niestety na nic on się zdał gdyż biała porcelana zderzyła się z połyskującą posadzką , a kawa zabarwiła ją . Po pomieszczeniu rozszedł się huk a wszystkie oczy skierowały się na moją drobną osobę . Czułem jak moje policzki płoną . Zacząłem szybko zbierać potłuczone szkło , lecz nie byłem sam . Widziałem tylko jak męskie dłonie zbierają małe odłamki białego szkła a z jego dłoni wylewa się szkarłatna ciecz . No właśnie szkarłatna ciecz ! Podniosłem wzrok na osobnika a moim oczom ukazał się smutny wzrok Liama . Na chwilę wymiękłem patrząc w jego oczy lecz szybko się otrząsnąłem i krzyknąłem do niego .

-Matko ! Liam ty krwawisz !
-Och . To nic takiego .
-Nie żartuj sobie !

Byłem wręcz wkurzony reakcją szatyna. Dużo nie myśląc szarpnąłem go za rękę i pociągnąłem na zaplecze . Szybko odnalazłem apteczkę i opatrzyłem dłoń chłopaka . Gdy nasze dłonie się spotkały przez ciało bruneta przebiegł dreszcz , który przeszedł na mnie i przeszył mnie od stóp do głowy . Poczułem jak zalewam się rumieńcem więc szybko się powachlowałem udając , że mi gorąco . Tak na prawdę nie była to wina słońca . To jego dotyk tak na mnie podziałał. Przyjrzałem mu się i opadłem na ławkę . teraz dopiero zauważyłem , że jego idealna biała bawełniana koszula jest teraz koloru kawy . Westchnąłem i spojrzałem przepraszająco na szatyna , który jakby czytał mi w myślach odpowiedział machinalnie .

-Nic się nie stało .
-Przepraszam jestem straszną niezdarą .
-Nie obwiniaj się powinienem być bardziej ostrożny .
-Mogę ci jakoś wynagrodzić ten uszczerbek ?

Co ja zrobiłem ? Czy ja właśnie zaproponowałem mu spotkanie ? Spokojnie Niall , to tylko przyjacielskie spotkanie . Starałem się uspokoić i chyba okłamać . Oczekiwałem jego odpowiedzi . Chciałem usłyszeć ten subtelny głos i ujrzeć ten uśmiech .

-Hm w sumie przydałby mi się przewodnik 
-Z przyjemnością .

Wymieniliśmy się numerami i rozeszliśmy w swoje strony . Gdy tylko ujrzałem szefa wiedziałem , że oberwę za ten incydent . Lecz gdyby nie on , nie ujrzałbym tego cudownego uśmiechu .Dzień skończył się w miarę szybko . Wyszedłem wcześniej gdyż mój żołądek tańczył mi salsę .Popędziłem do domu i gdy tylko wpadłem do kuchni ujrzałem Michaela. Podsunął mi kolację pod nos a ja pochłonąłem ją z prędkością światła . Wiedziałem że jest coś na rzeczy . On potrafi czytać ze mnie jak z otwartej księgi . Wiedziałem , że moje kłamstwa na nic się tu nie zdadzą więc dobrowolnie opowiedziałem całą historię , a w zamian usłyszałem krótki wywód .

-Niall. To nic złego jeśli nawet . Miłość to miłość. Nie ma w niej ograniczeń . A bądź co bądź zwracasz uwagę na takie szczegóły na , które ja nigdy nie spojrzałem . Nie jesteś przez to gorszy . Jesteś wyjątkowy . Ciesz się tą chwilą i korzystaj z życia . Ale jeden warunek chcę go poznać .

Uśmiechnął się i zniknął w swoim pokoju . Zrobiłem to samo i nawet nie siląc się na rozebranie rzuciłem się na łóżko i zasnąłem jak niemowlę .

~~***~~
Witajcie moi drodzy ! Mamy rozdział trzeci o , który mnie nieźle wymęczyliście . Jestem z niego zadowolona. Mam nadzieję , że przypadł wam do gustu i nasycił was gdyż obwieszczam Wam , że rozdziały będą pojawiały się tylko w weekendy .Tylko wtedy mam czas a teraz niestety nauczyciele zrobili mały szał i mam sporo nauki . tak więc wybaczcie mi i cierpliwie czekajcie . Prosiłabym was również o pozostawienie swoich Twitterów gdyż byłoby mi miło informować Was . To tyle ode mnie , życzę Wam miłego tygodnia widzimy się w weekend . Ach tak zapomniałabym , nie robię bariery w komentarzach tyle ile będzie to będzie . Nie zmuszam Was przecież to wyrażania opinii :) Teraz już się żegnam z Wami i życzę wytrwałości gdyż do wakacji 48 dni pozostało ! Do zobaczenia w rozdziale czwartym . Juliette.
Mon secondo moi- même?- Moje drugie ja ?